Fanklub, to przede wszystkim ludzie. Oczywiście, ludzie połączeni wspólną pasją, wokół której wszystko się kręci. Fanklub, to więcej, niż ta pasja. W tym wypadku więcej, niż skoki narciarskie. Fanklub to także niezwykłe przyjaźnie, piękne wspomnienia i wielkie plany na przyszłość.

I właśnie o tym chcieliśmy dziś opowiedzieć – my, członkowie Oficjalnego Fanklubu Dawida Kubackiego. Może zachęci to Was do tego, żeby poddać się własnym małym i większym szaleństwom – nigdy nie wiadomo, dokąd może zaprowadzić pasja! A jeżeli są wśród Was jacyś niezdecydowani, może uda nam się zachęcić Was do zrobienia tego ostatniego kroku i wysłania deklaracji członkowskich!

Zaczyna się oczywiście od fantastycznej, niepowtarzalnej chwili, niesamowitej, nie dającej się zamknąć w słowach ekscytacji, którą czuje się, poznając kogoś, kto rozumie wszystkie nasze dziwactwa. Wreszcie, wreszcie! Moi ludzie! Moje plemię! – W naszym fanklubie najbardziej lubię to, że wszystkich łączy zainteresowanie skokami jako takimi. Każdy jest takim skokowym wariatem. 🙂 I o skokach potrafimy przegadać nieprawdopodobną liczbę godzin. Nikt się nie dziwi, że ja śledzę wyniki mistrzostw Estonii, Kasia czyta hiszpańskie strony skokowe, a Asia marzy, żeby pojechać do Szwajcarii. Znamy kalendarz zawodów na pamięć i składy kadr juniorskich w różnych krajach. Dyskutujemy o faworytach Uniwersjady i jeździmy nawet na zawody rangi FIS Cup (!) – opowiada Ewa, oficjalnie Wiceprezes Fanklubu.

Ale nic się nie wydarzy, nie rozpocznie – wyczekiwane latami plemię samo magicznie się nie odnajdzie – dopóki człowiek nie wyjdzie z domu. Na początku przynajmniej metaforycznie. –  Nie tak dawno okazało się, że pasja może rozwinąć i popchnąć człowieka w zupełnie niespodziewane strony. Dziewczyny z Fanklubu poznałam dzięki blogowi o skokowej tematyce, który od pewnego czasu prowadzę. Postanowiłyśmy stworzyć razem kilka artykułów (zgadliście, między innymi właśnie ten!). Osobiście spotkałyśmy się na zawodach Pucharu Świata w Wiśle, gdzie razem bawiłyśmy się niewiarygodnie wspaniale. W efekcie widziałyśmy się też w Zakopanem, a już za kilka tygodni wspólnie jedziemy na finał sezonu do Planicy. Jestem bardzo szczęśliwa, że poznałam tę wesołą gromadkę, która dosłownie każdego dnia sprawia, że się uśmiecham. Czasem wystarczy krótka wiadomość z kontynuacją powstałych jeszcze w Wiśle żartów albo wspólne komentowanie zawodów na grupowym czacie – opowiada Lena, Wasz skromny i pokorny skryba.

Gdyby nie oni podejrzewam, że moje życie nadal toczyłoby się wokół mojego salonowego fotela, pod telewizorem – potwierdza Dominika.

Ale, jak już mówiliśmy, co zaczyna się od skoków, nie zawsze się na nich kończy. – Kiedyś z Klarą jeździłyśmy na skoki we dwójkę. Było fajnie, jednak wiadomo, w kupie raźniej 😉 Po zapisaniu się do Fanklubu i poznaniu dziewczyn, kibicowanie stało się zupełnie inne. Przede wszystkim jest dużo zabawniej. Wspólne śpiewanie na skoczni, nocne powroty do hotelu czy żarty, których nikt inny nie zrozumie, sprawiają, że ludzi będących w Fanklubie łączy coś więcej, niż zainteresowanie skokami i formalna przynależność do grupy – uważa Magda.

Nasz ostatni wyjazd do Wisły też był taki właśnie wyjątkowy. Bo połowa się przecież nie znała, a zupełnie nie było tego widać. Bardzo szybko nastąpiła integracja. Gdyby nie Fanklub, to każda by pojechała sama i nie miała nawet połowy tej frajdy – wspomina Ewa.

15941036_1257144961045955_7718676998031847180_n
Lato to czy zima? Wisła 2017, fot. Klara Kutnik

Kiedy łączy nas wspólna pasja, nie przeszkadza ani odległe miejsce zamieszkania, ani wiek, ani praca, ani poglądy. Wszystko można, chociaż na chwilę, przekroczyć. – W tej chwili nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie znać moich wiceprezesów – Ewy i Alicji. Tym bardziej, że z czasem okazało się, że łączy nas dużo więcej rzeczy niż tylko skoki i nie przeszkadza nam w tym nawet różnica wieku. Założyłyśmy wspólnie stowarzyszenie, a potem Fanklub i tak naprawdę nie wiadomo, co takiego jeszcze nam przyjdzie do głowy – przyznaje Ida (Pani Prezes), a nikt w Fanklubie nie ma wątpliwości, że przyjdzie jeszcze niejedno. – Lepiej przy niej nie żartować, że coś można by zrobić, bo ona… weźmie i zrobi. 😀 – ostrzega Ewa.

Przygotowując się do pisania tego artykułu (właściwie tworzenia kolażu) poprosiłam wszystkich o refleksje i wspomnienia. Zostałam zarzucona historiami, których nie sposób tutaj zmieścić. Żeby oddać klimat tych opowieści powiem tylko, że jednym z najczęściej powtarzających się motywów było mocowanie banera za pomocą Specjalnego Nylonu do Wieszania Banera, niewtajemniczonym znanego jako pocięte rajstopy, rysowanie kota dla Maćka Kota cieniem do powiek, wspólne mycie słoików benzyną do zapalniczek, czy angażowanie Kamila Stocha w konspiracyjną akcję przemycania urodzinowych czekoladek dla Dawida. Bo, to u nikogo nie powinno budzić żadnych wątpliwości, Fanklub imprezę potrafi zrobić wszędzie. Jak zaznacza Katarzyna, nawet w taksówce, w której mieści się sześć zwykłych osób, ale za to aż siedmiu fanklubowiczów i wielki transparent na dokładkę.

dsc02526_fotor
Fanklubowicze i niepokorny baner w Zakopanem, fot. Joanna Malinowska

Bez ludzi, bez tych trochę odważnych, trochę szalonych, a czasem też nieco… roztargnionych, żadnej historii by nie było. Opowiada Magda: Bardzo ciekawym przeżyciem było kręcenie promocyjnego filmu Fanklubu. Jak na początkujących filmowców przystało, nie obyło się bez licznych wpadek. Pierwsza była już na samym początku podczas nagrywania wypowiedzi dziewczyn. Zapomniałyśmy obiektywu do aparatu! Jako że czasu do początku konkursu zostało mało, trzeba było wracać sprintem do naszego hotelu i z powrotem przy ponad trzydziestostopniowej temperaturze. Po drodze jeszcze okazało się, że zapomniałyśmy nie tylko obiektywu, ale też zapasowej baterii. Jak to mówią – skleroza nie boli, ale nogi bolą. Druga sprawa – przy kręceniu wypowiedzi Dawida nasz baner nie chciał współpracować i ciągle padał. Skończyło się na tym, że trzymały go schowane za nim dziewczyny. Problem pojawiał się jednak, kiedy Dawid powiedział coś zabawnego, bo cały baner zaczynał się wtedy trząść ze śmiechu.

Może to niemądre i przesadnie sentymentalne, ale gdyby trzeba było wymienić jedną, jedyną rzecz, o którą w tej całej wspólnocie chodzi, to nie dałoby się tego zrobić. Za to najlepszym podsumowaniem byłyby właśnie te małe smaczki, jak trzęsący się w tle baner, czy fakt, że przez cały dzień zapomniało się o jedzeniu albo poszło pod skocznię prosto z dworca ze wszystkimi bagażami. Mówi Ewa: Pierwszy raz na zawody do Zakopanego pojechałam z dziewczynami, które poznałam przez Internet. To znaczy znałam tylko Kingę. Korespondowałyśmy przez kilka miesięcy, parę razy rozmawiałyśmy na Skype, raz się widziałyśmy w Krakowie. Alicja też znała się z Kingą, bo ja z Alicją nie znałyśmy się wcale. No i do Zakopanego ja i Kinga przyjechałyśmy wcześniej, tak żeby być na kwalifikacjach. Byłyśmy tak podekscytowane, że w zasadzie prosto z dworca pobiegłyśmy na skocznię, zostawiając walizki w pensjonacie. Dotarłyśmy na otwarcie bram i zostałyśmy aż do końca. Najlepsze, że zupełnie zapomniałyśmy o jedzeniu i od śniadania nie jadłyśmy nic do kolacji. No właśnie. Kinga robiła kolację, więc wysłała mnie po Alicję. Ja jej mówię: Ale przecież ja nawet nie wiem, jak ona wygląda! Więc Kinga pokazała mi zdjęcie i powiedziała: „Idź!” No to poszłam. Ze zdjęciem na telefonie. Po chwili niepewności ją znalazłam. I od tego momentu się przyjaźnimy. Pamiętam, że poszłyśmy z tą jej ogromną walizką prosto pod Wielką Krokiew, bo tak bardzo chciała ją zobaczyć.

przyjaznie-002
Wspólne kibicowanie w Wiśle, fot. Alicja Kowalska

A wszystko, każdy z nich, zaczyna się od pomysłu, który sprawia, że zaczynamy działać. Wspomina Kasia E., pierwsza członkini Fanklubu (poza Zarządem): Zdecydowanie z mężem mamy dość szalone historie związane ze skokami.  No i pomysł na podróż poślubną. Rozmowa we wrześniu przed snem: – Radku, myśleliśmy nad górami… A może tak konkurs w Engelbergu? W sumie zawsze tam chciałam pojechać.

– Pewnie, jedziemy!

Decyzja zapadła, koszty przeraziły, ale w końcu się udało. A tam seria zdarzeń, w tym poznanie Ewy, zdjęcie z Adamem Małyszem, spotkanie z Dawidem, Kamil na podium.
Lepszej podróży poślubnej nie moglibyśmy sobie wyobrazić!

przyjaznie-004
Znajdź swoje plemię! fot. Dawid Kubacki

Dzięki skokom poznałam masę niesamowitych osób. Pierwszy raz na skokach byłam trzy lata temu i właśnie wtedy, dzięki swojej przyjaciółce, poznałam grupkę ludzi, których łączy wspólna pasja. Jedną z najbardziej szalonych rzeczy, które razem przeżyliśmy to moment, chwila, właściwie w samym środku nocy, kiedy po świętowaniu i opijaniu udanego weekendu w Zakopanem, wyszliśmy na ulice miasta i głośno zaczęliśmy śpiewać kibicowskie przyśpiewki. Po prostu szliśmy i na całe gardła wykrzykiwaliśmy imiona naszych skoczków, śpiewaliśmy tak głośno i tak przekonująco, że w momencie, kiedy weszliśmy na Krupówki wszyscy przypadkowi przechodni zaczęli się do nas dołączać. I z naszej spontanicznej chęci pośpiewania wyszedł całkiem solidny chór przypominający śpiącemu Zakopanemu o naszym biało-czerwonym, zwycięskim weekendzie – opowiada Dominika.

Nie można podkreślić tego wystarczająco mocno. Wyjdź z domu! Droga już na ciebie czeka, twoja historia może rozpocząć się w każdej chwili, ludzie, których spotkasz na swojej ścieżce jeszcze niczego nie podejrzewają, ale gdyby wiedzieli… już nie mogliby się na Ciebie doczekać. Zacznij, wyrusz. Rób to, co naprawdę kochasz… a wszystko będzie lepiej niż dobrze. Potwierdza to ekspert w temacie, Ewa Bilan-Stoch:  Dla mnie świat skoków jest nierozerwalnie połączony ze światem fotografii. Cieszę się, że moje zawody mogą się w taki sposób przenikać. Przez fotografię trafiłam do świata skoków, gdzie poznałam mojego męża. Trudno przebić ten fakt jakąkolwiek opowieścią. Przez te lata stałam się częścią „skokowej” rodziny. Od 2013 roku prowadzę agencję marketingu sportowego Eve-nement, od 2014 klub sportowy Eve-nement Zakopane. Cały czas dzieje się coś ciekawego, poznaję fantastycznych nowych ludzi, zacieśniam dotychczasowe przyjaźnie. Cenię sobie możliwość indywidualnego fotografowania osób, które mnie inspirują – Andreas Wank, Noriaki Kasai, Borek Sedlak, Łukasz Kruczek i cała reprezentacja Polski w każdym możliwym składzie od 2006 roku. Każdy dzień wiąże się aktualnie ze sportem i każdy przynosi coś ciekawego. Kiedy zasiadam z albumem na kolanach z momentami z tych wszystkich lat za każdym razem nie dowierzam. Śmieję się, wzruszam, wspominam. Jestem zaszczycona. mogąc dokumentować takie historie.

Bo gdzie są ludzie z pasją, są wspaniałe historie i wielkie przyjaźnie. Na trybunach, ale też na samej skoczni. W tej sprawie w wywiadzie dla Fanklubu wypowiedział się nasz najważniejszy ekspert, Dawid. –  Spotykamy się ze sobą chyba częściej niż z bliskimi, więc wszyscy traktujemy się jak jedna wielka rodzina. Znamy się na tyle długo, że czasem nawet ciężko byłoby bez siebie żyć. To nie jest tak, że jeździmy wspólnie na obozy tylko dlatego, że musimy Myślę, że jesteśmy tak bardzo zżyci ze sobą, że inaczej chyba byśmy już nie umieli funkcjonować. Często nawet wtedy, kiedy mamy wolne i kiedy możemy odpocząć, to i tak wszyscy razem jedziemy na wakacje. Cały czas utrzymujemy ze sobą kontakt.

przyjaznie-011
Pierwsza wycieczka Fanklubu na szczyt świata, fot. Ewa Bilan-Stoch

A ostatnie słowo należy się Pani Prezes! – Gdybym miała podsumować, to powiedziałabym, że niezwykle sobie cenię znajomości, które nawiązują się na bazie wspólnych pasji. I niezmiennie fascynuje mnie to, że dzięki internetowi mogę poznać osobę z drugiego końca Polski albo nawet z zagranicy, która interesuje się tym samym. Niektóre z takich znajomości zamieniają się w przyjaźnie ciągnące się latami. Inna sprawa, że ja w ogóle uwielbiam ludzi z pasją, jestem ich ciekawa, zawsze się od nich czegoś uczę albo dzięki nim rozwijam własne zainteresowania. Poza tym pasja wyzwala ogromną energię i daje siłę do naprawdę niesamowitych rzeczy, więc lubię z takimi osobami współpracować. Fanklub powstał właśnie dzięki nim. A jeśli chodzi o zawodnika, to szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, że to mógłby być ktoś inny niż Dawid. Z tego powodu, że zobaczyłam w nim właśnie pasję – do skoków, do lotnictwa, do modeli.

Ten artykuł przybrał taką niezwykłą, kolażową formę, ponieważ cały nasz Fanklub, to puzzle z zupełnie odmiennych części, przeróżnych osób, które łączy wspólna pasja. I im jesteśmy bardziej od siebie różni, im bardziej kolorowi, im nas więcej, im dziwniej i śmieszniej, tym lepiej i piękniej. Dlatego jedna osoba nie byłaby w stanie opowiedzieć o nas wszystkich. Jedynym sposobem, aby choć w części oddać klimat i niezwykłość takiej grupy ludzi, było poproszenie ich, aby sami o sobie opowiedzieli. Zrobili to, mam nadzieję, dostarczając Wam trochę rozrywki, a może nawet odrobinę odwagi, aby podążać za tym, co kochacie – na trybunach, na skoczni z najlepszymi przyjaciółmi, z aparatem w ręku… To nasze przykłady. Wasze są na pewno równie piękne.

przyjaznie-005
Wielkie kibicowanie w Zakopanem, fot. Alicja Kowalska

Wstań  więc z kanapy! Wyjdź z domu! Wykorzystaj swoje piękne dziwactwa. Świat jest pełen ludzi, którzy je zrozumieją i docenią. Masz swoje plemię, wszyscy je mamy. Czasem tylko trzeba go trochę poszukać. Dlatego chcieliśmy Wam przypomnieć, że warto. Warto coś kochać i czasem nawet rzucić się dla tego w przepaść. Wyruszyć w podróż. Sprawdzić, dokąd cię ona zabierze i, co najważniejsze, kogo spotkasz po drodze. Jesteśmy przekonani (i mamy nadzieję, że Wy już też), że kiedy w grę wchodzi pasja, przygody są gwarantowane.

Magdalena Celuch

Fotografia główna autorstwa Ewy Bilan-Stoch.

Leave a Reply