Druga Strona Medalu, odc. 9: Jaka piękna katastrofa!

Nie mam tu oczywiście na myśli występu drużyny naszych skoczków w trakcie zakończonych kilka dni temu Igrzysk Olimpijskich. Mimo trudności i kwaśnych min po konkursie na normalnej skoczni, wszystko skończyło się więcej niż dobrze. No właśnie: mimo? A może dzięki nim? Dziś zajmiemy się tematem, który krótko wspomniałam już ostatnio – jak to jest, że czasami porażka staje się decydująca na drodze do sukcesu?

Kluczowe jest tu pojęcie sprężystości psychicznej.

Nie da się w życiu uniknąć przeciwności. Na pewno każdy z Was bez problemu potrafi przypomnieć sobie sytuację, w której coś poszło nie po Waszej myśli. Co więcej, statystyki wskazują, że zdecydowana większość ludzi przynajmniej raz w życiu przechodzi przez wydarzenie potencjalnie traumatyczne. Zwróćcie uwagę na słowo potencjalnie – tego też na pewno nie muszę Wam tłumaczyć: różne osoby reagują na te same wydarzenia w odmienny sposób. Dlatego to, czy dana sytuacja rzeczywiście doprowadzi do traumy, zależy nie tylko od okoliczności, ale także od osobowości danego człowieka.

Otoczenie ma na nas kluczowy wpływ, fot. E. Knap

Tradycyjnie psychologia zajmowała się minimalizowaniem efektów takich traumatycznych wydarzeń – zakładano bowiem, co całkiem logiczne, że są one negatywne. Jednak w pewnym momencie badania wykazały, że takie tragedie mogą mieć pozytywny wpływ na jednostkę. Co? Jak to? Nazywamy to wzrostem posttraumatycznym (ang. post-traumatic growth). Na przykład, zaobserwowano, że część osób mających za sobą doświadczenie obozu koncentracyjnego, łączy z nim różnorodne pozytywne zmiany w swoim życiu, dotyczące chociażby lepszych relacji społecznych czy nowej, głębszej filozofii życiowej. Jednak nie dzieje się tak u każdego. Dlaczego? Tu wracamy do wspomnianej już interakcji jednostki ze środowiskiem i pojęcia sprężystości psychicznej.

Jak to w psychologii bywa, definicji jest wiele, ale wszystkie sposoby ujmowania sprężystości psychicznej (ang. psychological resilience) podkreślają dwa kluczowe elementy – doświadczenie przeciwności oraz pozytywne przystosowanie do środowiska, zachodzące w jego efekcie. Co ciekawe, naukowcy podkreślają także, że tego rodzaju warunkami mogą także stać się wydarzenia z gruntu pozytywne, jednak związane z wysokim poziomem stresu i nowymi wyzwaniami. Przykładem może być tutaj awans, lub, u sportowca, odniesienie znaczącego sukcesu.

Wielki sukces też wiąże się z wielkim stresem, fot. E. Knap

Wiemy już skąd bierze się sprężystość (z przeciwności) i co jest jej skutkiem (pozytywne zmiany w funkcjonowaniu). Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: co to właściwie jest? Oczywiście, zdania na ten temat są podzielone.

Osoby, u których sprężystość jest silnie rozwinięta określa się jako energetyczne, optymistyczne, obdarzone silną wolą, zdolne do elastycznej adaptacji do różnych, zmiennych warunków i sprawnego analizowania problemów. Można z nią powiązać również poczucie własnej wartości czy skłonność do przeżywania pozytywnych emocji. Reakcja danej osoby zależy przede wszystkim od tego, jak te cechy osobowości „pasują” do jej aktualnej sytuacji.

Bo nie warto się poddawać, fot. J. Malinowska

To dobry moment, by na chwilę zająć się samą nazwą, bowiem w tym przypadku polskie tłumaczenie wydaje mi się wyjątkowo obrazowo oddawać istotę sprawy. Sprężystym nazywamy bowiem obiekt, który, np. pod mocnym naciskiem chwilowo zmieni swój kształt (nie łamie się), niejako aby „dopasować się” do warunków, a po ustaniu presji powraca do pierwotnego kształtu – do pewnego stopnia oddaje to także sedno sprężystości psychicznej, która, jak powiedzieliśmy, jest zdolnością przystosowania się do warunków, bez, co ważne, utraty sedna swojej osobowości – przystosowujemy się, ale sytuacja nas „nie łamie”. Oczywiście ta analogia ma swoje ograniczenia, bowiem jak wspomnieliśmy, w psychice nie ma mowy tylko o powrocie do stanu wyjściowego – wchodzimy zamiast tego na swego rodzaju wyższy, lepszy poziom funkcjonowania. Trudno jednak wyobrazić sobie jak taki wyższy poziom mógłby wyglądać w przypadku obiektów sprężystych w sensie fizycznym, więc nie wymagajmy od mojej analogii zbyt wiele. 😀

Wracając do sedna sprawy, sprężystość może być rozumiana nie tylko jako proces rozwijający się przez całe życie, ale także w ramach konkretnej sytuacji – może być stanem, nieomal, chwilowym. W badaniu, w którym uczestniczyli czołowi sportowcy wykazano, że jej ważnym elementem są emocje związane z nadchodzącym startem. W tych warunkach zawodnicy wykorzystują różnorodne strategie i techniki (jako chociażby wspomniane już kiedyś triki  na odstresowanie się), żeby poradzić sobie z wyzwaniem. Sprężystość psychiczna wzrastała stopniowo w ramach przechodzenia przez kolejne elementy tej mentalnej rozgrzewki, jak również z kolejnymi jej powtórzeniami przed każdymi zawodami. Czyli po raz kolejny powracamy do mojej ulubionej konkluzji w ramach całego naszego cyklu – można to wyćwiczyć!

Rozgrzewka mentalna jest równie ważna jak ta fizyczna, fot. J. Malinowska

Poza powodami wymienionymi wyżej istotne jest też to, że badania wskazują, że sprężystość psychiczna pozytywnie wpływa już na samą ocenę sytuacji jako mniej zagrażającej – często więc powoduje, że radzenie z nią sobie po prostu nie jest konieczne lub jest niezbędne w mniejszym stopniu!

W porządku, zdobyliśmy wiedzę na temat użytecznego pojęcia, a ten wróćmy na chwilę do samych katastrof i uczestniczących w nich przyszłych Mistrzów Olimpijskich. Spróbujcie tę część przeczytać z myślą o tym, czego już się nauczyliśmy, jednak nie zapominając, że sprężystość psychiczna nie jest jedynym wyjaśnieniem omawianych kwestii.

Co ważne, to wszystko nie są wyłącznie pojedyncze opowieści. Analizy statystyczne wskazują, że osoby, które przeżyły znaczące przeciwności cieszą się lepszym zdrowiem psychicznym i satysfakcją z życia. Naukowcy sugerują, że może to wynikać z ich lepszej samooceny, poczucia skuteczności i kontroli nad sytuacją – tylko zmierzenie się z przeciwnościami i pokonanie ich może wyrobić w nas taką pewność siebie.

Przeciwności budują pewność siebie, fot. E. Knap

Badania z udziałem sportowców potwierdzają te przypuszczenia. Przepracowywanie negatywnych wydarzeń związanych z karierą sportową skutkuje u zawodników nową filozofią życiową, zmianami w postrzeganiu samego siebie oraz w zachowaniu i w relacjach interpersonalnych. Doświadczenie stresu, także niezwiązanego bezpośrednio ze sportem, było według badanych Mistrzów Olimpijskich z różnych dyscyplin, kluczem do sukcesu – życie zmusiło ich, by nauczyli się radzić sobie ze stresem, co okazało się bezcenne w trakcie decydujących o zwycięstwie zawodów. Jak wspominałam poprzednim razem, do takich wydarzeń należały zarówno poważne kontuzje, bycie pomijanym przez trenera podczas wybierania kadry na ważne zawody, zmiany i niepokoje polityczne w kraju, a nawet śmierć członka rodziny.

Okolicznością wymienianą najczęściej był brak powołania do drużyny. Sportowcy podkreślali, że frustracja z tym związana prowadziła do większej motywacji i w efekcie cięższej pracy na treningach, a także o tym, jak, może, nieco paradoksalnie, gdy powołanie nastąpiło, presja była mniejsza. „Nie miałam nic do stracenia, wszystko było tylko okazją, z której mogłam skorzystać” – opowiedziała badaczom jedna z mistrzyń.

Najważniejsza jest motywacja do działania, fot. E. Knap

Niemal wszyscy sportowcy biorący udział w badaniu mieli za sobą także znaczące sportowe porażki. Zgodnie twierdzili jednak, że były one absolutnie niezbędne, gdyż prowadziły do zmian w zespole, zasad współpracy, a także były dodatkową motywacją do tego, by „odgryźć się” przy najbliższej okazji. Badani zaznaczali także, że tylko spektakularna porażka mogła nauczyć ich, że przegrana to nie koniec świata. A właśnie ten spokój był kluczowy, gdy w końcu osiągali swój wielki sukces.

Jak wspomniałam, także pozasportowe tragedie zostały uznane przez sportowców za ważne w ich drodze do olimpijskiego zwycięstwa. Sport był w tym przypadku rodzajem ucieczki od problemów, możliwością pokazania, jak wiele jest się wartym nawet w dramatycznych okolicznościach. Był czymś, co można kontrolować, gdy inne rzeczy walą się na głowę, ale także okazją do przywiezienia do domu i kraju dobrych wieści, odwrócenia nie tylko swojej uwagi od problemów, ale także włączenia w sportowy sukces bliskich i kibiców.

Kibice też czują się częścią sukcesu, fot. E. Knap

Podsumowując, można powiedzieć, że wszystkie te trudności i traumatyczne przeżycia powodowały u sportowców początkowo reakcje takie jak gniew, rozżalenie, chęć rezygnacji. Jednak, gdy emocje opadły, szybko zmieniały one swój charakter, wręcz napędzając zawodników do większego wysiłku.

Część psychologów uważa, że nie można mówić o jakimkolwiek rozwoju bez pojawienia się negatywnych emocji. Kluczowe jest to, co dana osoba zrobi z nimi dalej. W tym przypadku możemy stwierdzić, że sportowcy koncentrowali się na tym, dlaczego odczuwają dane emocje, a nie na tym, co właściwie czują. Nie nurzali się więc w swoim smutku, ale stwierdzali na przykład: „Jestem tak wściekły, bo przegrałem, a przegrałem, bo popełniłem błędy. Teraz będę pracować nad tym, by je wyeliminować i w przyszłości już nie czuć się w ten sposób”. Tego rodzaju podejście pozwoliło im na szersze, globalne rozumienie swojej sytuacji, zamiast skupienia na konkretnej sytuacji, która była zła, ale w szerszej perspektywie wcale nie aż tak dramatyczna.

Przegrywamy? I co dalej?, fot. E. Knap

Autorzy badania zauważają, że zawodnicy świadomie wykorzystywali to, co ich spotykało, do celów sportowych, jak na przykład jedna z zawodniczek, której mama zmarła niedługo przed Igrzyskami. Zawodniczka wprost mówiła o tym, że chciała wygrać dla mamy, udowodnić, jak wspaniałą wychowała córkę. Warto zwrócić uwagę, że właśnie taka świadoma refleksja nad sytuacją i niejako zaprzęgnięcie jej do realizacji dalszych celów sportowych wiązała się z szybszą i efektywniejszą nauką niezbędnych umiejętności! Taka autorefleksja sprzyja bowiem zwiększaniu samoświadomości, tworzeniu nowej wiedzy, a nawet wzmacnianiu wiary we własne umiejętności wprowadzenia korzystnych zmian. Osoby, które ostatecznie najwięcej dobrego wyniosą z przeżywanych trudności, stosunkowo szybko dostrzegają związane z nimi nowe możliwości.

To wszystko ma duże znaczenie praktyczne. Oznacza bowiem, że, w sporcie i nie tylko, korzystne jest śmiałe mierzenie się z wyzwaniami, zamiast ich unikania – zarówno na poziomie zachowania, jak i myśli. Bycie wystawionym na działanie stresujących czynników może pozwolić rozwinąć sprężystość psychiczną. Oczywiście, nie należy z tym przesadzać, jak wspomnieliśmy na początku, każdy ma też swoje granice, za którymi stres nie przyniesie dobrych rezultatów, choćbyśmy nie wiem jak się starali. Ale chociażby systematyczne wystawianie zawodnika w czasie treningów na presję podobną do tej z zawodów (na przykład poprzez organizowanie wewnętrznej rywalizacji w drużynie) może pomóc wypracować przystosowawcze reakcje na nią. Chociaż, jeszcze jedna oczywistość, nie można w takiej sytuacji zostawiać zawodnika samemu sobie, ale aktywnie pracować nad tymi postawami.

Praca u podstaw zawsze przynosi rezultaty!, fot. M. Bryś

Jak można wspomóc rozwój posttraumatycznego wzrostu? Badania wskazują, że warto ujmować negatywne doświadczenia w pewien konkretny sposób – np. opowiadać o traumie w sposób podkreślający wynikające z niej szanse. Pomocny może być również trening rozumienia i kontrolowania emocji z nią związanych oraz wypracowywanie nowych reguł czy wierzeń dotyczących życia w ogóle, które wspierają podejmowanie wyzwań i radzenie sobie z nimi.

Mówiąc w skrócie, z dzisiejszego tekstu można wynieść krótką lekcję, że wbrew popularnemu powiedzeniu, punkt widzenia nie zawsze zależy od punktu siedzenia. Czasem może być nawet odwrotnie – to nasz sposób patrzenia na świat w dużym stopniu wpływa na to, co robimy, a to, co robimy, niejednokrotnie zmienia naszą sytuację. Nie jest to oczywiście żaden prosty, magiczny trik, ale ciężka praca nad sobą. Wciąż jednak sporo możemy zmienić – nawet po katastrofie! 😉

Podrzucam tradycyjnie literaturę i do następnego razu!

Fletcher, D. Sarkar, M. (2011). Psychological Resilience: A Review and Critique of Definitions, Concepts and Theory

Sarkar, M., Flether, D., Brown, D. (2015). What doesn’t kill me: Adversity-related experiences are vital in the development of superior Olympic performance.

Leave a Reply