Doskonale pamiętam moment, w którym zaczęłam kibicować Kamilowi Stochowi. Nie, nie było to po mistrzostwie świata w Val di Fiemme, ani po pierwszym zwycięstwie na Wielkiej Krokwi. Ani po żadnym z medali olimpijskich. To był rok 2005. 11 lutego siedziałam przed telewizorem i tradycyjnie oglądałam konkurs razem z moim tatą. Tym razem zawody odbywały się we włoskim Pragelato, startowało czterech Polaków, a wszyscy oczywiście zastanawiali się, które miejsce zajmie Adam Małysz. Mistrz z Wisły zakończył zawody na dziewiątej pozycji. Siódmy był tym razem siedemnastoletni Kamil Stoch.

A Ty jak długo kibicujesz?, fot. E. Knap

Wówczas nie widziałam, jak potoczy się kariera młodego zakopiańczyka. Dzisiaj z uśmiechem patrzę na nagrania tamtych skoków i słucham dywagacji komentujących zawody specjalistów. Świetnie zapowiadający się skoczek – to sformułowanie pojawiało się chyba najczęściej. Ale o ilu tak mówiono, a nic z wielkich nadziei nie wyszło? Przez kolejne lata uważnie obserwowałam karierę Kamila. Pamiętam, jak z niecierpliwością czekałam na rezultaty mistrzostw świata juniorów, które odbywały się miesiąc później – co dwie minuty sprawdzałam telegazetę. TELEGAZETĘ! Wtedy nie miałam co marzyć o śledzeniu relacji LIVE, bo nawet jeśli istniała, wymagała stałego dostępu do Internetu. Wyczekiwałam więc jakichkolwiek informacji w telewizji. Nie mogłam być na bieżąco z zawodami niższej rangi, nie wspominając już nawet o tym, aby zobaczyć taki konkurs na żywo.

Nie przytaczam tego wszystkiego, aby się wzruszać, że ów młodzian, o którym wspomniałam na początku, kilka lat później został najlepszym skoczkiem świata, a ja miałam, prawda, wyśmienite wyczucie w wyborze faworytów (wszak nie tylko Kamil Stoch jest moim ulubionym Mistrzem 😉 ). Ale wierzcie mi na słowo – nie ma dla kibica większej radości, niż złoto tego zawodnika, którego pamiętamy z czasów, gdy mając naście lat usiadł na belce w zbyt dużych goglach.

Powiem nawet więcej, ogromnie cieszę się za każdym razem, gdy na zawodach najwyższej rangi widzę skoczka, którego starty obserwowałam kilka (lub kilkanaście) miesięcy wcześniej na FIS Cupie w Szczyrku. Albo w czasie Pucharu Beskidów w Wiśle. Albo na Pucharze Kontynentalnym w Klingenthal.

Inaczej niż na Pucharze Świata, fot. E. Knap

Właśnie w lecie, na zawodach niższej rangi, poznałam Daniela Hubera, który ostatnio na stałe zasilił austriacką drużynę. Świetne wyniki osiąga też Timi Zajc, do niedawna stały bywalec drugiej i trzeciej ligi konkursów. Yukiyę Sato, który w Zakopanem stanął na trzecim stopniu podium, doskonale pamiętam ze Szczyrku, gdy rywalizował w FIS Cupie. I wcale tam nie błyszczał. Niesamowite, prawda? Już nie mogę doczekać się, kto będzie następny! 🙂

Sezon poolimpijski ma ten urok, że w Pucharze Świata pojawia się wiele nowych twarzy. Kto by kilka miesięcy temu pomyślał, że Słoweńcy na inaugurację sezonu do Wisły wyślą Zajca i Mogela, zamiast Petera Prevca. Albo że Philipp Aschenwald zapunktuje tej zimy wcześniej, niż Michael Hayboeck? Albo że po pierwszej serii sobotniego konkursu w Niżnym Tagile pożegnamy Markusa Eisenbichlera, Andersa Fannemela, Gregora Schlierenazuera, Macieja Kota, Richarda Freitaga i Daniela Andre Tandego, a w zamian zapunktują Antti Aalto i Władimir Zografski? Albo że w składzie Japonii na Mistrzostwa Świata w Seefield znajdą się Naoki Nakamura i Yukiya Sato, a Noriaki Kasai zostanie w domu?

Im bardziej sezon się rozkręcał, tym więcej mieliśmy takich niespodzianek i po pewnym czasie przywykliśmy do przetasowań w czołówce.

Japonia

Największa rewolucja dokonała się w kadrze Japonii. Reprezentacja Kraju Kwitnącej Wiśni miała ostatnimi laty jedną z najwyższych średnich wieku i to nie tylko za sprawą weterana Noriakiego Kasajego, przy którym trzydziestokilkuletni Daiki Ito wciąż mógł być uważany za młodzieniaszka. Młodzież bardzo długo nie dawała rady przebić się do pierwszego składu i chyba dopiero w zeszłym sezonie do kadry na stałe dołączyło kilka nowych twarzy. Tegoroczny dominator, Ryoyu Kobayashi, już dawno nie jest debiutantem w Pucharze Świata, ale przed obecną zimą kojarzono go bardziej jako młodszego brata Junshiro, niespodziewanego zwycięzcy z Wisły, niż z powodu wyników. Czy gdy w marcu 2018 żegnaliśmy się w Planicy, komukolwiek przyszło do głowy, że dwudziestodwulatek z Japonii będzie jednym z głównych pretendentów do walki o Kryształową Kulę w sezonie 2018/2019?

Ryoyu Kobayashi, fot. E. Knap

W czasie wspomnianych już letnich konkursów z cyklu FIS Cup w Szczyrku, po raz pierwszy, tak naprawdę, zwróciłam uwagę na młodą ekipę Japończyków, którą tworzyli Naoki Nakamura, Yuken Iwasa i Yukiya Sato. Najbliżej czołówki plasował się wtedy ten pierwszy, który w sobotnich zawodach zajął drugie miejsce. Zapamiętałam go dobrze, bo po pierwsze był ujmujący i wieczne roześmiany, dzięki czemu zrobiłam mu z dwieście zdjęć, a po drugie, pojawił się potem na Pucharze Solidarności w Zakopanem i na CoCu w Klingenthal. Aż wreszcie przyjechał na inaugurację Pucharu Świata do Wisły.

Naoki Nakamura, fot. J. Malinowska

Yukiya Sato do drużyny dołączył później, bo w Engelbergu, ale na razie nic nie wskazuje na to, by miał prędko odpuścić, a wręcz przeciwnie – jego kariera nabiera rozpędu. Od razu zaczął punktować, w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni został sklasyfikowany na 12. pozycji! Na Wielkiej Krokwi, po raz pierwszy w życiu, stanął na podium Pucharu Świata. Ten sam, który w lipcu w Szczyrku zajął miejsce 12., wyraźnie przegrywając z Estończykiem Marttim Nomme, Rumunem Hunorem Farkasem i naszym Kacprem Juroszkiem! Imponujące tempo, prawda?

Słowenia

Wdzierający się przebojem do Pucharu Świata nastolatkowie, to słoweńska specjalność. I to nie od wczoraj. Wystarczy przypomnieć sobie młodzieńcze lata Primoża Peterki. Niestety młodociane gwiazdy szybko się pojawiają w światowej czołówce i tak samo szybko później z niej znikają. A powroty – o ile się w ogóle udają – wymagają wielu wysiłków. Gdzie jest teraz Mistrz Świata Juniorów z 2013 roku i zwycięzca zawodów Pucharu Świata z Engelbergu z 2013 roku, Jaka Hvala? Od kilku sezonów szuka formy z zawodach niższej rangi. Parę tygodni temu zajął drugie miejsce na FIS Cupie w Zakopanem. Później podziwialiśmy popisy braci Prevców, a zwłaszcza zachwycaliśmy się osiągnięciami szesnastoletniego Domena, który wbił się do czołówki zupełnie bez kompleksów. Z biegiem czasu Domen nieco obniżył loty, ale na chwilę obecną pozostał jedynym z braci, który regularnie rywalizuje z najlepszymi. Peter szuka formy po przerwie spowodowanej kontuzjami, a Cene jeździ na zawody z drugą lub trzecią reprezentacją.

W obecnym sezonie w Pucharze Świata startuje kilku młodych słoweńskich zawodników. Timi Zajc, urodzony w 2000 roku zwycięzca z Oberstdorfu, punktował już w zeszłym sezonie. Pojawił się nawet w jednym z konkursów olimpijskich w Pjongczangu. Obecną zimę rozpoczął od kilku miejsc w pierwszej dziesiątce PŚ, w Sapporo po raz pierwszy stanął na podium. W klasyfikacji generalnej jest, póki co, na ósmym miejscu, zdecydowanie najwyżej ze wszystkich Słoweńców.

Timi Zajc, fot. J. Malinowska

Rok młodszy od Zajca, Żak Mogel, w ubiegłym roku, w styczniu, dopiero debiutował w zawodach z cyklu FIS Cup w Planicy (swoją drogą od razu zajmując miejsce na podium!). Pierwsze punkty Pucharu Kontynentalnego zdobył w sierpniu 2018 w Szczyrku, a dzień później, w Wiśle, stanął na najniższym stopniu podium. Ostatecznie w klasyfikacji Letniego Pucharu Kontynentalnego był drugi, przegrywając jedynie z Philippem Aschenwaldem. Nic więc dziwnego, że został powołany na inaugurację Pucharu Świata w Wiśle. Na skoczni Adama Małysza nie przeszedł kwalifikacji, ale tydzień później, w Ruce, zadebiutował w konkursie, od razu dwukrotnie awansując do drugiej serii. Po zawodach w Engelbergu Słoweniec wrócił do Pucharu Kontynentalnego, ale myślę, że jeszcze nie raz o nim usłyszymy.

Żak Mogel, fot. J. Malinowska

Nieco starsi reprezentanci Słowenii, którzy bardziej znani są z zawodów niższej rangi, to Tilen Bartol i Ziga Jelar (obaj rocznik 1997) oraz Bor Pavlovcic (rocznik 1998). Wszyscy trzej startowali w poprzednich latach w Pucharze Świata i punktowali, Bartol najbardziej regularnie. Biorąc pod uwagę niemoc starszych liderów kadry, młodzież zaczyna stanowić trzon słoweńskiej drużyny.

Austria

Muszę zacząć od Philippa Aschenwalda, zwycięzcy klasyfikacji ogólnej tegorocznego Letniego Pucharu Kontynentalnego. Austriak debiutował w czołówce już kilka lat temu, bo w sezonie 2015/2016, ale w kolejnych latach częściej występował w Pucharze Kontynentalnym, zajmując wielokrotnie miejsca na podium. Obecnej zimy jest stałym członkiem pierwszej kadry, ale dorobek punktowy ma dotąd niezbyt okazały.

Philipp Aschenwald, fot. E. Knap

Tak to jest? Jedni przez lata startują w konkursach niższej rangi. Najpierw zawody dziecięce, potem Alpen Cup, FIS Cup i wreszcie Puchar Kontynentalny. Jeśli uzyskają tam dobre wyniki, wreszcie przychodzi czas na awans i rozpoczęcie rywalizacji z najlepszymi. Aschenwald to przykład skoczka, który przeszedł taką właśnie drogę. Z drugiej strony jest taki Jan Hoerl! Chłopak pojawił się nie wiadomo skąd w austriackiej grupie krajowej w czasie Turnieju Czterech Skoczni. Od razu zdobył punkty! I jak się pojawił, tak został. W Zakopanem był już częścią drużyny, która stanęła w sobotę na podium! Nie znałam nawet jego nazwiska i nic dziwnego, bo poprzedniej zimy nie zdobył w CoCu ani jednego punktu! W lecie 2018 roku z sukcesem zadebiutował w Letniej Grand Prix w Hakubie, awansując drugiego dnia do serii finałowej. Ale w Hakubie punktował też Sabirżan Muminov, więc nikt pewnie nie zwrócił uwagi na osiągnięcie młodego Austriaka. A teraz Hoerl rywalizuje z doświadczonymi kolegami o miejsce w kadrze Austrii na Mistrzostwa Świata. To są dopiero historie!

Niemcy

Do niemieckiej drużyny z powodzeniem dołączył David Siegel, trzykrotny medalista Mistrzostw Świata Juniorów z 2016 roku. Młody Niemiec w zeszłym sezonie stanął na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Kontynentalnego, więc jego przejście do Pucharu Świata było po prostu naturalne. Sezon rozpoczął się dla niego bardzo obiecująco. W Wiśle był 13. W Predazzo zajął miejsce piąte, a skoki treningowe w Zakopanem pokazywały, że jego forma ciągle idzie w górę. Niestety, nieudane lądowanie po dalekim skoku w konkursie drużynowym na Wielkiej Krokwi, na długie miesiące wyłączy Davida z rywalizacji. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia.

David Siegel, fot. J. Malinowska

Na tegorocznych Mistrzostwach Świata Juniorów w Lahti mocnymi punktami w niemieckiej drużynie byli Constantin Schmid i Luca Roth. O ile pierwszy dał już zauważyć się w Pucharze Świata, o tyle drugi rywalizował dotąd wyłącznie w zawodach niższej rangi.

Podsumowanie

Jak pewnie pamiętacie, na początku sezonu, w Ruce, zapunktował młody Estończyk, Artti Aigro. Jego awans do drugiej serii był taką sensacją, że niektóre portale narciarskie miały problemy z dopasowaniem odpowiedniego zdjęcia do artykułów o nim. Patrzyłam na to z uśmiechem, bo muszę się przyznać, że ten zawodnik od dawna należy do moich ulubieńców. 😊

Artti Aigro, fot. J. Malinowska

W niektórych reprezentacjach łatwiej przebić się do pierwszego składu, w innych trudniej, bo starsi i bardziej doświadczeni zawodnicy skaczą na tyle dobrze, że nie ustępują miejsca zmiennikom. Myślę, że do tych pierwszych można zaliczyć Polskę i Norwegię – młodzi skoczkowie oczywiście się pojawiają, ale raczej sporadycznie. Norwedzy w drużynie mają Halvora Egnera Graneruda, który już chyba na stałe dołączył do pierwszej drużyny. Z nowych twarzy można jeszcze wymienić Robina Pedersena i Mariusa Lindvika. Ciekawe, kiedy zadebiutuje aktualny Mistrz Świata Juniorów, Thomas Aasen Markeng?

U nas, do niedawna, najmłodszy był Kuba Wolny, a juniorzy tacy jak Paweł Wąsek czy Tomek Pilch pojawiali się głównie w czasie konkursów w Polsce, w grupie krajowej. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy, aby wzorem zagranicznych kolegów i do naszej drużyny dołączył któryś młody zawodnik z zaplecza! Do Oberstdorfu, a teraz do Lahti, pojechał Paweł. Trzymam za niego kciuki. 😊

Paweł Wąsek, fot. E. Knap

Bywanie na zawodach niższej rangi to prawdziwa gratka dla kibica skoków narciarskich. Parę wizyt pod skocznią, a później można doskonale kojarzyć zawodników, którzy nagle zaczynają pokazywać się z pozytywnej strony w zawodach Pucharu Świata. Najbardziej lubię to, że nigdy nie można być pewnym, jak potoczy się kariera jednego czy drugiego skoczka. Można tylko przewidywać, mniej lub bardziej trafnie. Kto wie, czy na FIS Cupie nie patrzysz właśnie na przyszłego Mistrza Świata. 😊

Fotografia główna – J. Malinowska

Leave a Reply