Większość kibiców skoków narciarskich kojarzy reprezentację Ukrainy przede wszystkim z rzadkimi, niezbyt udanymi występami w Pucharze Świata. Jak naprawdę wygląda sytuacja skoczków narciarskich w tym kraju? Czemu radzą sobie tak słabo, i czy mają szanse na dalszy rozwój? Czy na Ukrainie w ogóle jest gdzie skakać? Aby odpowiedzieć na te pytania, przeprowadziłam małe internetowe śledztwo. Oto wszystko, co z niego wynikło.

„MUSIMY WALCZYĆ O SIEBIE”

Jak zapewne wielu z Was się domyśla, główny problem ukraińskich zawodników to finanse. Skocznie, nawet jeżeli otoczone troskliwą opieką, są przestarzałe i nie zawsze spełniają wymogi bezpieczeństwa. W ostatnich latach przeszkodą jest także brak śniegu oraz kłopoty z organizacją sztucznego naśnieżania. Skocznie wyłożone są matami igielitowymi, ale oczywiście nie zapewnia to możliwości dobrego przygotowania do skakania na śniegu. W miarę możliwości, reprezentacja narodowa stara się wyjeżdżać i trenować na zagranicznych obiektach, m.in. w Wiśle i Planicy, jednak chociażby ze względów finansowych, nie zawsze jest to możliwe. Jak przyznał jeden z zawodników, Jevhen Marusiak, w wywiadzie udzielonym Ukraińskiej Federacji Narciarskiej, sytuacja skoczków narciarskich jest w jego kraju trudna i młodzi sportowcy muszą bezustannie walczyć o siebie i swoje wielkie marzenia…

Treningi w Planicy, od lewej: Kalinichenko, Marusiak, Pasichnyk

Zacznijmy jednak od początku, czyli od systematycznej analizy tego, co jest.

Po pierwsze, ukraińskie skocznie narciarskie można podzielić na dwie główne grupy:

SKOCZNIE, KTÓRYCH JUŻ NIE MA

Zbudowana w latach 60. skocznia w Kijowie – Tramplin Olimpijskiy – o punkcie konstrukcyjnym K80, miała bardzo ciekawą konstrukcję, gdyż  jej wieża najazdowa trzymała się jedynie na linach. Na początku XXI wieku została, niestety, rozebrana, bo po ponad dwudziestu latach bez modernizacji, powoli popadła w ruinę.

Przed drugą wojną światową skocznia narciarska istniała także we Lwowie, a właściwie we wsi Zniesienie, obecnie stanowiącej dzielnicę miasta. Pierwszy obiekt został zbudowany już w 1910 roku, gdy Lwów znajdował się w granicach zaboru austriackiego. Po modernizacji w latach 20. punkt konstrukcyjny usytuowany był na 115 metrze. Z obiektu korzystał m.in. znany polskim kibicom Bronisław Czech. Skocznią zarządzał Karpacki Związek Narciarzy, który, ze względu na problemy z jej utrzymaniem, w 1930 roku podjął decyzję o rozbiórce.

W pobliżu Lwowa istniała także druga, o kilka lat starsza, skocznia w Sławsku. W zawodach zorganizowanych z okazji otwarcia obiektu, w roku 1908, zwycięzca skoczył podobno 13 metrów. Punkt konstrukcyjny znajdował się na 50 metrze.

Do obiektów wciąż istniejących, ale nienadających się do użytku, należy kompleks w Tysowcu, kurorcie położonym w Beskidach Skolskich. Zbudowano tam pięć skoczni, których wielkość waha się między K10 a K90.

I TE, KTÓRE NA SZCZĘŚCIE SĄ

Jednym z niewielu miejsc na Ukrainie, w których skoki narciarskie wciąż rzeczywiście mogą się rozwijać, jest miejscowość Wierchowina. Znajduje się tam kompleks Czeremosz. W jego skład wchodzą cztery skocznie: K10, K20, K50 i K70. Kilka lat temu przeprowadzono modernizację trzech mniejszych obiektów. W planach było także powiększenie największej z nich do rozmiaru K90, jednak, przynajmniej na razie, nie odbywają się na niej zawody. W ostatnich latach na mniejszych obiektach organizowany jest tradycyjny Puchar Hucułów dla młodych zawodników.  Na skoczni K50 odbywają się zawody należące do lokalnego cyklu “turnieju trzech skoczni”, nawiązujące oczywiście do prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni. Zimowy rekord obiektu wynosi 54 metry. Taką odległość uzyskał tu w 2014 roku Vitaliy Dodyuk. Wierchowinę należy też kojarzyć ze znanym z występów w Pucharze Świata Volodymyrem Boshchukiem.

Skocznie narciarskie w Worochcie na Ukrainie

Drugim z kompleksów wykorzystywanych do organizacji wspomnianych lokalnych zawodów są obiekty w Worochcie. W skład kompleksu Awanhard wchodzą 4 skocznie: K90, K75, K45, K20. Rekord największego z nich od dziesięciu lat należy do rosyjskiego zawodnika Emila Muliokova i wynosi 106,5m. Ukrainiec Volodymyr Veredyuk ustanowił rekord obiektu K75, skacząc tam, w roku 2013, na odległość 81 metrów. Skocznie w Worochcie są dość przestarzałe, zbudowano je jeszcze w latach 50., a ich ostatni remont przeprowadzono w latach 90., niedługo po upadku Związku Radzieckiego i uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę. Władze lokalnego klubu dbają jednak o obiekty i utrzymują je w bezpiecznym, umożliwiającym skakanie, stanie.Ciekawostką jest fakt, że w roku 1922 rozegrano w Worochcie Mistrzostwa Polski – tereny te znajdowały się wtedy w nowo wyznaczonych granicach naszego kraju. W zawodach nie zabrakło nawet skoczkini. Pierwszą (i jedyną przez ponad 80 lat!) mistrzynią Polski została wtedy Elżbieta Michalewska-Ziętkiewiczowa.

Kompleks skoczni w Krzemieńcu

Trzecim regularnie wykorzystywanym kompleksem skoczni są obiekty w Krzemieńcu. Znajdują się tam cztery skocznie. Największe z nich noszą imiona dwóch sławnych mieszkańców miasta: poety Juliusza Słowackiego (skocznia o punkcie konstrukcyjnym usytuowanym na 55 metrze) oraz wszechstronnego sportowca i trenera skoków narciarskich Mychajła Małopinskiego (skocznia o punkcie konstrukcyjnym K45). Oprócz tego w Krzemieńcu znajdują się dwie mniejsze skocznie – K30 i K15.

Młodzi zawodnicy na skoczni w Krzemieńcu na Ukrainie

Wiemy już, gdzie w Ukrainie można skakać, drugim istotnym pytaniem jest: kto to robi?

REPREZENTACJA UKRAINY W LICZBACH

W internetowej bazie zawodników Międzynarodowej Federacji Narciarskiej figuruje 73 zawodników i zawodniczek z Ukrainy, z czego piętnaścioro wciąż aktywnie uprawia sport. Dla pasjonatów prężnie rozwijających się żeńskich skoków narciarskich dodam, że cztery osoby to kobiety (wśród zawodników, który zakończyli karierę, nie ma ani jednej).

Dla porównania, w tej samej oficjalnej bazie znajduje się 324 skoczków i skoczkiń z Polski, z czego 75 ma status aktywnie uprawiających tę dyscyplinę – czyli jest tych osób więcej, niż wszystkich razem wziętych byłych i obecnych zawodników ukraińskich zarejestrowanych w Międzynarodowej Federacji Narciarskiej! Aby porównanie było pełne, dodam jeszcze, że w bazie znajdują się dane 18 polskich skoczkiń, z czego 14 w statusie aktywnych zawodniczek.

Warto zauważyć, że praktycznie wszyscy z wymienionych ukraińskich zawodniczek i zawodników legitymują się przynależnością do jednego z trzech lokalnych klubów działających w tych miastach, gdzie do użytku dostępne są skocznie –  w Wierchowinie, Worochcie i Krzemieńcu. Jest to kolejny dowód, że są to właściwie jedyne ośrodki rozwoju ukraińskich skoków.

Reprezentacja Ukrainy, od lewej: Pasichnyk, Boshchuk, Marusiak, Droniak, Kalinichenko

No dobrze, to daje nam pewne pojęcie na temat popularności i rozwoju skoków narciarskich na Ukrainie, ale jak wszyscy wiemy, nie liczy się przecież ilość, a jakość. Jakie są więc wyniki ukraińskich zawodników? Wszyscy kojarzymy, że raczej słabe. Czas jednak nieco poszerzyć i usystematyzować tę ogólną wiedzę.

Pierwsze punkty Pucharu Świata dla Ukrainy zdobył w 1996 roku Vladymyr Hlyvka. Mówiąc dokładniej, był to jeden punkt wywalczony podczas zawodów w Iron Mountain i jedyny w całej karierze tego zawodnika. Oprócz tego kilkukrotnie punktował on w Pucharze Kontynentalnym, zajmując miejsca pod koniec drugiej i w trzeciej dziesiątce.

Po tym pierwszym premierowym punkcie, Ukraińcy długo czekali na kolejne udane występy w Pucharze Świata. Opłacało się, bo w sezonie 2008/2009 w czołowej trzydziestce zawodów najwyżej rangi pojawiło się aż trzech ich reprezentantów – Vitaliy Shumbarets, Volodymyr Boshchuk i Oleksandr Lazarowycz. Pierwszy z nich miał tych dobrych występów w karierze najwięcej: punktował w sumie czterokrotnie w latach 2008-2010, co dało mu łącznie 17 punktów Pucharu Świata – jak do tej pory najwięcej w historii ukraińskich skoków.

Mistrzostwa Ukrainy, zwycięstwo Kalinichenki.

Od wspomnianego 2010 roku nie udało się tych pomyślnych wyników powtórzyć. Obecnie w reprezentacji narodowej Ukrainy znajduje się trzech zawodników: Vitaliy Kalinichenko, Stepan Pasichnyk i Jevhen Marusiak. Są podopiecznymi dwuosobowego sztabu szkoleniowego, w którego skład wchodzą Valerii Vdovenko oraz wspomniany już Volodymyr Boshchuk, jeden z najlepszych ukraińskich skoczków narciarskich z przeszłości. W kobiecej reprezentacji znalazła się jedna skoczkini, Khrystyna Droniak, która trenuje razem z kolegami pod okiem wymienionych trenerów.

Opowiedzmy zatem jeszcze trochę o tej czwórce młodych zawodników.

REPREZENTANCI UKRAINY DZIŚ (I JUTRO?)

Khrystyna Droniak urodziła się w lipcu 1999 roku, jest aktualną mistrzynią Ukrainy i reprezentuje szkolny klub z Wierchowiny. W tegorocznych Mistrzostwach Świata Juniorów zajęła 39 miejsce, a rok wcześniej była 40. Na swoim koncie ma cztery występy w Pucharze Kontynentalnym, a jej najlepszym wynikiem jest 15. lokata w zawodach rozegranych w norweskim Notodden w 2015 roku. Znacznie częściej pojawia się w konkursach z cyklu FIS Cup, gdzie dosyć często zajmuje miejsca w drugiej dziesiątce, a jej największe osiągnięcie to 5. i 6. miejsce w zawodach w Rasnovie sprzed roku. Jeśli chodzi o najnowsze rezultaty, pod koniec września także w tym rumuńskim mieście zajęła 14. i 15. lokatę.

Od lewej: Kalinichenko, Droniak, Marusiak z trenerami

Vitaliy Kalinichenko jest zdecydowanie najstarszym zawodnikiem w reprezentacji Ukrainy, co może wydawać się dość osobliwe, zważywszy na fakt, że ma dopiero 24 lata. Reprezentuje szkołę sportową z Worochty i jest aktualnym letnim i zimowym Mistrzem Ukrainy na skoczni K75. Na swoim koncie ma kilka startów w zawodach Pucharu Świata, a właściwie w kwalifikacjach do tychże. Najbliżej awansu do konkursu głównego był na Mistrzostwach Świata w Falun i w marcu tego roku podczas Mistrzostw Świata w Lahti, gdzie zajął odpowiednio 46. i 47. miejsce. Swoich sił w ubiegłym sezonie próbował także podczas konkursów w Wiśle i Zakopanem. Znacznie częściej pojawia się w Pucharze Kontynentalnym, gdzie trzykrotnie punktował – ostatnio w lutym w tureckim Erzurum. Tego lata  występował w zawodach Letniego Pucharu Kontynentalnego m.in. w Rasnovie i Klingenthal, ale nie udało mu się awansować do serii finałowej.  W rozegranych we wrześniu zawodach FIS Cup w Rasnovie zajął 23. miejsce.

Vitaliy Kalinichenko w czasie treningu

Stepan Pasichnyk urodził się w 1998 roku, jest zawodnikiem szkoły sportowej w Krzemieńcu i aktualnym brązowym medalistą mistrzostw Ukrainy na skoczni K75 oraz wicemistrzem ze skoczni K90. Podczas tegorocznych Mistrzostw Świata Juniorów zajął 49. miejsce, a podczas Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich w roku 2016 był 13. Startował także w podczas Mistrzostw Świata w Lahti, gdzie zajął 50. lokatę. Często prezentuje się w zawodach Pucharu Kontynentalnego, ale jak do tej pory nigdy nie zdobył w nich punktów. Tego lata jego najlepszym wynikiem była 58. pozycja w Rasnovie. Występuje także w zawodach z cyklu FIS Cup, gdzie kilkukrotnie zajmował miejsca w drugiej i trzeciej dziesiątce. Pojawia się również w polskim cyklu Lotos Cup, gdzie zdarza mu się stawać na podium.

Stepan Pasichnyk

Nie zapominam oczywiście o najmłodszym reprezentancie Ukrainy, którym jest siedemnastoletni Jevhen Marusiak, zawodnik klubu z Wierchownej, aktualny zimowy mistrz Ukrainy na skoczni K90 i wicemistrz ze skoczni K75. Jevhen jest często uznawany za największą nadzieję ukraińskich skoków. Podczas tegorocznych Mistrzostw Świata Juniorów zajął 52. lokatę, a w trakcie tegorocznych Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich w Erzurum jako jedyny reprezentował swój kraj i zajął 21. pozycję. Jak sam mówił, na treningach radził sobie o wiele lepiej, ale problemy z opanowaniem emocji związanych z zawodami przeszkodziły mu w uzyskaniu lepszego rezultatu. Na co dzień Jevhena możemy oglądać w Pucharze Kontynentalnym, gdzie jeszcze nie udało mu się zakwalifikować do drugiej serii zawodów. Tego lata najlepszym jego wynikiem w zawodach tej rangi była 60. pozycja w Rasnovie. Lepiej radzi sobie w konkursach z cyklu FIS Cup, gdzie od czasu do czasu zajmuje miejsca w czołowej „30”; ulokował się nawet w pierwszej dziesiątce zawodów podczas zeszłorocznych zmagań w Rasnovie. Tego lata ma jednak na swoim koncie inne sukcesy, czyli drugie miejsce w Mistrzostwach Czech oraz taką samą lokatę w grupie juniorów podczas Memoriału Olimpijczyków w Szczyrku.

Jevhen Marusiak w czasie Memoriału Olimpijczyków w Szczyrku

„NIE MAMY CZASU NA NARZEKANIE”

Nikt nie ma już chyba wątpliwości, że sytuacja jest trudna, jeśli nie dramatyczna. Mimo małej popularności dyscypliny, Ukraina ma młodych, a nawet bardzo młodych adeptów skoków narciarskich, jednak kwestie szkolenia i zdobycia odpowiedniego sprzętu stanowią spore wyzwanie. Stanowi to problem także w samej reprezentacji – pewnie zwróciliście uwagę, że występują w niej bardzo młodzi zawodnicy, którzy wciąż rosną i zmieniają się ich proporcje ciała. Trudno jest natomiast pozyskać sprzęt dopasowany do tak szybkich przemian, czy nawet po prostu taki, który spełniałby wszystkie wymogi Międzynarodowej Federacji Narciarskiej.

Brakuje również odpowiednio dobranego sztabu szkoleniowego. Jak wspomina Jevhen Marusiak, wyjazd na Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie był dla niego jedną z niewielu okazji, by skorzystać z pomocy fizjoterapeutów i lekarzy. Na co dzień tacy specjaliści nie współpracują z ukraińską kadrą.

Skocznia narciarska w Krzemieńcu na Ukrainie

Jednym słowem, można się załamać. Jednak młodzi reprezentanci Ukrainy są od tego dalecy.

– Nie mamy czasu na narzekanie. Polegamy tylko na sobie, bo tylko siebie mamy. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni – mówi Marusiak we wspomnianym już wywiadzie. – Skupiamy się przede wszystkim na treningu. Im więcej i lepiej trenujesz, tym lepsze osiągasz wyniki. Dlatego wkładamy w to całe serce. Ćwiczymy sześć razy w tygodniu po trzy-cztery godziny dziennie, a latem nawet po sześć godzin każdego dnia. Trening jest najlepszą receptą na sukces. Jak widać jesteśmy naprawdę zajęci, więc nie ma czasu, aby marudzić. Obecnie staram się pozyskać nowe narty na kolejny sezon, zobaczmy, czy się to uda – opowiadał w marcu młody skoczek.

– Wierzę, że mój największy sukces jest jeszcze przede mną. Czeka mnie wiele pracy, ale jestem gotowy. Teraz moim największym marzeniem jest występ na Igrzyskach Olimpijskich – dodał reprezentant Ukrainy.

Czy to i wiele innych marzeń uda się spełnić? Przekonamy się już niedługo. Ja na pewno będę mocno trzymać za to kciuki, a Wy?

Źródła informacji:

www.skisprungschanzen.com

www.facebook.com/Ukrainian-Ski-Jumping-and-Nordic-Combined-Teams-1816928215218185/

www.facebook.com/skifederation.ukraine

http://www.sfu.org.ua/

Zdjęcia dzięki uprzejmości strony:

www.facebook.com/Ukrainian-Ski-Jumping-and-Nordic-Combined-Teams-1816928215218185/

Comments (1)

  1. Świetny artykuł, bardzo fajnie, że takie powstają.
    Pozwolę sobie jednak zabrać głos w sprawie akapitu o skoczniach.
    Co do skoczni we Lwowie. Podana w tekście jej wielkość jest błędna. Ale to prawdopodobnie z tego, że w internecie krążyły nieprawdziwe informacje na jej temat. W latach ’20 rekord świata wynosił poniżej 80 m, także skocznia we Lwowie nie mogła mieć punktu K na 115 m. I nigdy nie miała. Skoczni we Lwowie było kilka, a ta o której mowa w tekście była skocznią ok. 40 metrową.
    We Wierchowinie istnieje z kolei 6 skoczni, a nie 4 jak jest napisane. Dwie z nich są nieczynne (K70 i K30), natomiast 4 pozostałe posiadają igelit i są użytkowane (K50, K40, K20, K10).
    W Krzemieńcu największa skocznia K55 jest nieczynna, z kolei użytkowane są trzy mniejsze posiadające igelit (K45, K30, K15 – wszystkie znajdują się obok siebie, K45 jest usytuowana prostopadle do mniejszych).
    Na Ukrainie funkcjonuje jeszcze kompleks skoczni w Nadwórnej, skocznie są tam w złym stanie, jednak posiadają igelit i są użytkowane (K35, K25, K10). Największa skocznia – K50 jest już nieczynna.
    W przeszłości skoczni na Ukrainie było znacznie więcej, jednak brak więcej informacji na ich temat (w sumie nie powinno to dziwić).
    Pozdrawiam

Leave a Reply