Moi drodzy, nie da się ukryć, że spotykamy się w wyjątkowym momencie. Za nami zarówno pierwsze treningi i kwalifikacje do olimpijskiego konkursu na skoczni normalnej, jak i uroczysta ceremonia otwarcia Igrzysk w Pjongczang. Chwila jest podniosła, wszystkim nam trochę drżą ręce na samą myśl o tym, co przyniosą najbliższe dwa tygodnie. Apeluję jednak o spokój! Ostatnie godziny oczekiwania na wielkie emocje proponuję spędzić na analizie tego, co do powiedzenia w kwestii olimpijskiej ma nauka.

Igrzyska Olimpijskie są z pewnością wydarzeniem niezwykłym. Zwycięzcy cieszą się splendorem i sławą nieporównywalną z żadnym innym sukcesem. Trudno się zresztą dziwić – chwały dodaje bowiem nie tylko fakt, że szansa na zdobycie olimpijskiego medalu pojawia się raz na cztery lata, czyli zaledwie kilka razy w sportowej karierze, lecz także ogromny prestiż imprezy i jej wielowiekowa tradycja. Niepowtarzalny jest kontekst igrzysk, łączących nieporównywalną z żadnym innym sportowym wydarzeniem liczbę nacji i dyscyplin sportu. Zwycięzcy są wynagradzani nie tylko za wytrwałą pracę poprzednich czterech lat, a nawet całego życia – dla wielu z nich olimpijski sukces oznacza także zapewnienie sobie stabilnej przyszłości finansowej.

Ceremonia Otwarcia XXI Igrzysk Olimpijskich w Vancouver, fot. Tim Hipps, FMWRC Public Affairs, Wikimedia Commons

W wywiadzie udzielonym polskiej telewizji w trakcie tegorocznego Turniej Czterech Skoczni, zwycięzca zarówno Igrzysk, jak i Turnieju, Thomas Morgenstern, przyznał, że mimo wielkiego sukcesu, jakim jest wygranie Turnieju, za najtrudniejszy do osiągnięcia uważa tryumf na Igrzyskach. To całkiem zrozumiałe – nawet dla zawodników, dla których starty w Pucharze Świata, to chleb powszedni, Igrzyska są czymś wyjątkowym. Pobyt w wiosce olimpijskiej, skala imprezy, konieczność dopasowania sprzętu do olimpijskich wymogów… Aż roi się tu od potencjalnie stresujących elementów. Przyznam szczerze, Igrzyska są imprezą tak szczególną, że nie stanowią głównego zagadnienia dla studentów psychologii sportu, na tę niezwykłą okoliczność postanowiłam jednak nieco się w tej tematyce podszkolić. Oto, czego się dowiedziałam.

Po pierwsze, zdaniem coraz większej liczby ekspertów – zarówno naukowców, jak i trenerów, we współczesnym sporcie, kiedy możliwości fizyczne i wszelakie rekordy zostały wyśrubowane do niebotycznego poziomu, to właśnie psychiczne, a nie fizyczne przygotowanie, może decydować o sukcesie, zwłaszcza na tak specyficznej imprezie, jak Igrzyska Olimpijskie. Psycholog sportu, dr David Fletcher, uważa nawet, że właśnie to jest jedna z rzeczy, która nas kibiców, przyciąga do Igrzysk – chcemy zobaczyć, kto wytrzyma, a kto „pęknie” i ugnie się pod presją. Ogromne znaczenie przygotowania mentalnego potwierdzają zresztą liczby. W Amerykańskim Komitecie Olimpijskim jeszcze dwadzieścia lat temu zatrudniony był zaledwie jeden psycholog – teraz jest ich już sześciu.

Igrzyska Olimpijskie są bowiem dla zawodników największym, najważniejszym testem. Testem, który zakończy i zawstydzi wszystkie inne testy (piszę to oczywiście z przymrużeniem oka, świat nie kończy się na żadnych pojedynczych zawodach, choćby odbywały się na Igrzyskach!). Dlatego ci, którzy sobie z tym niezwykłym olimpijskim środowiskiem nie poradzą, w obliczu zbliżającego się występu będą mieli problemy z opanowaniem wszechobecnej presji, zaczną wątpić w siebie, kierować motywację na zupełnie niewłaściwe elementy czekającego ich zadania (o tym już trochę przy innych okazjach wspominaliśmy) oraz, co często bywa decydujące, będą rozproszeni, nie dadzą rady odpowiednio się skoncentrować i „wyciszyć” otaczajego ich szumu wszechobecnych dystrakcji. To obraz olimpijskiej porażki. Na drugim końcu spektrum mamy mistrzów. Są wśród nich z pewnością tacy, którzy z natury świetnie czują się w centrum zainteresowania, gdy reflektory i kamery zwrócone są na nich, rywalizacja ich nakręca, a presja motywuje. Ale wśród zwycięzców są też tacy (zapewne liczniejsi), którzy na swój olimpijski spokój musieli ciężko zapracować. Ich nastawienie już przed zawodami będzie znacząco inne: mimo zbliżającego się decydującego momentu pozostaną skoncentrowani i pewni swoich możliwości.

Olimpijska drużyna skoczków narciarskich, fot. fanpage Dawida Kubackiego

Żeby zdobyć olimpijski medal, trzeba najpierw wygrać rywalizację z samym sobą. Wsparcie psychologa może być w tej materii niezwykle przydatne. Niestety, mimo rosnącego zainteresowania psychologią sportu, wielu zawodników z różnych krajów wciąż nie ma dostępu do pomocy specjalistów. Jedną z przyczyn są wciąż obecne w wielu środowiskach stereotypy i lęk przed łatką „nienormalnego”. Nie spodziewam się takich poglądów po Was, czytelnikach cyklu dotyczącego psychologii sportu, ale dla porządku powtórzmy: nie trzeba być chorym psychicznie, żeby z sukcesami korzystać z pomocy psychologa. Zresztą w zmaganiu się z zaburzeniami zdrowia psychicznego też nie ma niczego niezwykłego. Psychika czasem szwankuje, tak samo jak mięśnie czy stawy.

No dobrze, wróćmy jednak do Igrzysk, bowiem to wszystko brzmi strasznie ekstremalnie. Czy przyszło Wam kiedyś do głowy, że osoby narażone na takie napięcie mogą być bardziej podatne na niektóre z zaburzeń psychicznych? Mnie tak! Żadne badania nie wskazują jednak na to, aby rozpowszechnienie chorób psychicznych w populacji olimpijczyków czymkolwiek różniło się od stanu zdrowia reszty śmiertelników. Oczywiście, skłonności w pewien sposób powiązane z wyczynowym sportem – jak perfekcjonizm, silna koncentracja na samym sobie czy niemal obsesyjne skupienie na detalach, czasem niezbędne dla osiągnięcia najlepszego wykonania, mogą wiązać się z pewnym ryzykiem dla zdrowia psychicznego. Jednak podobnych zagrożeń nie brakuje także w codziennym życiu przedstawicieli innych profesji.

Wyjątkowość olimpijskich wydarzeń powoduje, że wiele narodowych ekip na tę najważniejszą imprezę czterolecia zabiera psychologów-konsultantów, którzy na bieżąco służą pomocą zawodnikom i trenerom. Na takie wsparcie mogli liczyć chociażby polscy sportowcy w trakcie Igrzysk Olimpijskich w Rio w 2016 roku. Systematycznej analizy tego rodzaju działalności podjęli się szwajcarscy badacze, którzy podsumowali interwencje psychologów w olimpijskiej reprezentacji tego kraju na letnich i zimowych Igrzyskach w XXI wieku. Okazało się, ze prawie wszyscy olimpijczycy, ponad 90% z nich, jako wyzwanie postrzegali świetne występy konkurentów przed Igrzyskami, przemożne pragnienie zaprezentowania pełni swoich możliwości i wysokie oczekiwania wobec samych siebie. Trzy czwarte za przyczynę stresu uznało wysokie wymagania trenera, a ponad 60% niepokój związany z brakiem doświadczenia dotyczącego specyfiki Igrzysk, zamieszkaniem w wiosce olimpijskiej itd.

Widok na Pyeongchang, Wikimedia Commons

Najciekawsze wydają mi się pierwszy i ostatni z tych wyników. Wskazują na to, że dobry występ w zawodach poprzedzających Igrzyska może rzeczywiście zdeprymować rywali, nie jest to tylko mit głoszony uparcie przez komentatorów telewizyjnych, a specyfika Igrzysk czyni je potencjalnie bardziej stresującymi niż chociażby Mistrzostwa Świata, bardziej przypominające cotygodniowe zawody Pucharu Świata.

Zaledwie kilku sportowców jako przyczynę niepokoju wskazało obawy o bezpieczeństwo, brak informacji o przeciwnikach albo zmianę sposobu przygotowań w związku z Igrzyskami. Jednak ważniejsza niż sama obecność stresujących czynników jest ich rzeczywista rola w olimpijskim występie. Wyróżniono kilkanaście elementów, które miały największy wpływ na wyniki w zawodach. Do najciekawszych należał między innymi brak wiary w umiejętności trenera i jego niekompetencja, problemy z kontrolą emocji w trakcie startu, specyficzny rytm przygotowań związany ze zbliżającymi się Igrzyskami, niefortunne ułożenie poprzedzających startów, a także problemy ze wsparciem finansowym. Znaczący wpływ miał wspomniany brak doświadczenia w środowisku olimpijskim oraz związane z tym niespodziewane zakłócenia przygotowań do startu.

Dla wielu sportowców utrudnieniem była także nieznajomość olimpijskich obiektów, które często budowane są specjalnie na tę imprezę i różnią się od miejsc, w których startuje się praktycznie co roku. Wyzwaniem mogą być także warunki klimatyczne i pogodowe oraz powiązane z nimi problemy ze snem i koordynacją rytmu dnia. Podsumowując można przytoczyć wypowiedź Seana McCanna, psychologa sportu w Amerykańskim Komitecie Olimpijskim – „na Igrzyskach wszystko ma wpływ na wyniki”.

Znicz olimpijski w czasie Igrzysk Olimpijskich w Sydney, fot. Jeff Crow, Wikimedia Commons

Nie ma się co dziwić, że ze wspomnianych szwajcarskich badań wynikło, że psychologowie-konsultanci urabiali się w trakcie tej imprezy po łokcie. Większość ich interwencji miała charakter nieformalnych spotkań albo mieściła się w zakresie krótkich, kilkunastominutowych konsultacji dotyczących konkretnych problemów pojawiających się w specyficznych momentach, np. tuż przed startem – tak zwane brief counseling. Na zimowych Igrzyskach w Vancouver psychologowie odbyli 70 spotkań z zawodnikami, trenerami i sztabem medycznym. Oznacza to, że z pomocy skorzystało kilkanaście procent uczestników imprezy. Najwięcej było wśród nich oczywiście sportowców, ale warto zauważyć, że trzy na dziesięć interwencji dotyczyły potrzeb trenerów!

Ceremonia otwarcia XXII Igrzysk Olimpijskich w Soczi, Wikimedia Commons

Połowa problemów, z którymi zgłaszali się do psychologów uczestnicy Igrzysk dotyczyła ogólnych kwestii związanych z występem – przygotowania mentalnego do startu, wyznaczania celów i innych kwestii, o których już na łamach niniejszego cyklu wspominałam. Jednak warto zauważyć, że wśród wspomnianych 70 interwencji, kilkanaście dotyczyło przystosowania się do specyfiki tej wielkiej imprezy, kontaktów z mediami i tym podobnych. To kolejny dowód na to, jak wyjątkowe jest odpowiednie przygotowanie nie tylko motoryczne i techniczne, ale także psychiczne. I to nie tylko sportowców, ale także… psychologa! Dzień pracy liczył zwykle 14 godzin, a cały pobyt specjalistów na Igrzyskach trwał około miesiąca.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samych zawodników. Z badań jakościowych, które w tym wypadku oznaczały obszerne wywiady przeprowadzone z kilkanaściorgiem, tym razem duńskich sportowców, którzy debiutowali na Igrzyskach, wynika, że ocena tego doświadczenia często ma niewiele wspólnego z samym wynikiem uzyskanym w olimpijskich zawodach! Wspaniałym przykładem jest sportowiec opisywany przez autorów jako Ben (imię z pewnością zmyślone, nie wolno w badaniach ujawniać personaliów uczestników!), osiągnął wynik dużo słabszy, niż oczekiwany, ale był bardzo zadowolony z uczestnictwa w Igrzyskach. Opowiadał o nowych przyjaźniach, niezwykłej atmosferze i niesamowitym szczęściu, jakim była okazja do wzięcia w tym wszystkim udziału. Warto zauważyć, że jego podejście już przed rozpoczęciem imprezy sugerowało, że tak czy siak zakończy się ona dla niego dobrze i wróci z niej zadowolony. Mówił wtedy: „Chcę się po prostu dobrze bawić i dać z siebie wszystko. Nie da się przygotować na każdą ewentualność, więc postanowiłem po prostu się nie martwić”. Po zawodach przyznał, że nie był przygotowany na to, co go czeka. Zwrócił uwagę na cudowną specyfikę wioski olimpijskiej i kontakt z innymi sportowcami. Cała ta niezwykła atmosfera odwróciła jego uwagę od dobrego startu, przeszkodziła mu w odpowiedniej koncentracji (kolejny dowód na specyfikę Igrzysk!). Traktuje to jednak jako cenne doświadczenie na przyszłość – dokładnie wie, na co zwrócić uwagę następnym razem.

Ceremonia otwarcia XXI Igrzysk Olimpijskich, Wikimedia Commons

A co, poza doświadczeniem z poprzednich imprez, pomaga odnieść olimpijski sukces? Prawdopodobnie… porażka, nieszczęście i osobiste tragedie. Nie żartuję. W kolejnym badaniu (patrzcie, jak dobrze się dziś przygotowałam!) już ostatnim, które tym razem poruszę (potem wszyscy możemy iść w spokoju trząść się ze strachu przed jutrem!), przeprowadzono wywiady z dziesięciorgiem mistrzów olimpijskich różnych dyscyplin. Pytanie było proste (lub może bardzo trudne): Co, ich zdaniem, doprowadziło do tego wielkiego sukcesu? Za kluczowe uznali przeróżne przeciwności, które stanęły na ich drodze. Od bycia pomijanym przez trenera w trakcie kompletowania drużyny, spektakularnych porażek w ważnych zawodach czy dotkliwych kontuzji, przez śmierć członka rodziny aż do politycznych zawirowań w ich rodzinnych krajach – wszyscy zgodnie uznawali, że właśnie te problemy i tragedie nauczyły ich radzić sobie w ekstremalnych sytuacjach, zmieniły ich filozofię życiową i podejście do sportu. Podsumowując: nie ma takiej katastrofy, z której nie mogłoby być olimpijskiego złota! (oczywiście żartobliwie upraszczam: temat jest bardzo złożony i ciekawy, może wrócimy do niego innym razem, gdy minie już olimpijska gorączka 😉 )

View this post on Instagram

1,000명의 강원도민이 만든 평화의 불빛, ✨ 이 빛은 무대를 넘어 온 세계 사람들을 환하게 비추고 있습니다❣️ 🎤대한민국 대표 가수 4명과 온 세계 사람들이 함께 부르는 평화의 노래, 🌌그리고 평창의 밤하늘을 수놓은 드론쇼가 오늘의 명장면!👀 1000 citizens of Gangwondo joined the light of peace 💕 This light will shine everyone in the world! 🌠 4 Korean singers united with the world in singing the song of peace 😇 The most amazing scene was the Drone Project that lighted up the sky of PyeongChang.🔥 _______ #PyeongChang2018 #Gangwondo #Pyeongchang #Olympics #개막식#행사 #축제 #평창여행 #평창 #진부역 #개회식 #시작 #Dday #전인권 #이은미 #하현우 #안지영 #Imagine

A post shared by PyeongChang2018 (@pyeongchang2018) on

No właśnie, a co, gdy jest po wszystkim? Gdy zgasną światła i pora wracać do domu? Wielu sportowców po Igrzyskach wpada w swego rodzaju psychiczny „dołek”, dlatego często wsparcie psychologa jest w tym okresie szczególnie przydatne. Konieczność pokazania się z jak najlepszej strony w czasie Igrzysk przysłania wielu zawodnikom wszystko inne, więc kiedy jest po wszystkim i emocje opadają, dopada ich fizyczne i psychiczne wyczerpanie. Zdarzają się problemy z utrzymaniem stabilnego poczucia własnej tożsamości, zwłaszcza, gdy brakuje jasno sprecyzowanych celów na najbliższą przyszłość. Nie wiadomo, kim jesteśmy bez naszych olimpijskich przygotowań. Trudne może okazać się zarówno pogodzenie się z porażką, jak i poradzenie sobie z powszechną uwagą i sławą związaną ze zwycięstwem. W końcu, jak głosi tytuł niniejszego cyklu, każdy medal ma dwie strony.

Poniżej zostawiam namiary na źródła, z których korzystałam: siłą rzeczy odniosłam się tylko do ich fragmentów i/lub uogólnień, kto ciekaw (lub rozpaczliwie szuka zajęcia, by odciągnąć uwagę od olimpijskich nerwów), niech czyta! Tymczasem zarówno Wam wszystkim, jak i samej sobie życzę wielu sukcesów w najbliższych dniach i do następnego razu! 😉

Mind Games – The Psychology Of Olympic Competition

The Olympic Games – The Experience of a Lifetime or Simply the Most Important Competition of an Athletic Career?

What doesn’t kill me… Adversity-related experiences are vital in the development of superior Olympic performance.

Analysis of sport psychology consultancy at three Olympic Games: Facts and figures

Leave a Reply