Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego właściwie robimy to wszystko? Co weekend zasiadamy (lub nerwowo dreptamy) przed telewizorami, godzinami marzniemy na skoczniach, płaczemy – ze szczęścia, smutku, a czasem bezsilnej złości – w reakcji na występy ulubionych zawodników? Wiadomo, każdy z nas potrafi podać co najmniej kilka przyczyn. Ale czy zastanawialiście się, co mówi na ten temat nauka? Ja postanowiłam się dowiedzieć. I właśnie o tym opowiem Wam w odcinku reaktywowanej Drugiej Strony Medalu!

Swoją drogą, mam nadzieję, że tęskniliście, bo ja bardzo!

Ale nie traćmy czasu, do dzieła.

Identyfikacją w sporcie nazywamy stan, w którym widz odczuwa silną emocjonalną więź ze sportowcem lub drużyną – myślę, że akurat tej kwestii nie muszę nikomu wyjaśniać. Poziom tej identyfikacji pozwala przewidywać cały szereg zachowań kibica:im identyfikacja głębsza, tym większa szansa na odczuwanie niepokoju przed zawodami, pozytywnych lub negatywnych (w zależności od wyniku!) uczuć po zawodach, dobre mniemanie o zespole i innych jego fanach oraz… agresję związaną ze sportem.

Kibice w Bischofshofen  fot. E. Knap

Co zyskujemy, kibicując?

Wygląda, że wiele. Badania wykazały na przykład pozytywne połączenie (które,jak kiedyś wspominałam, nie oznacza związku przyczynowo-skutkowego, a jedynie to, że dwa zjawiska występują jednocześnie!) między byciem fanem sportu a …poziomem zdrowia psychicznego! Czyli, wbrew temu, co czasem się wydaje, sport wcale nie doprowadza nas do szaleństwa! 😀

Identyfikacja z zespołem sportowym wiąże się wręcz z wyższym dobrostanem psychicznym! Oczywiście możliwe, że stoi za tym jakiś inny, nieznany powód. Ale, nawet jeśli tak jest, statystycznie rzecz biorąc, jako fani sportu, najprawdopodobniej będziemy cieszyć się dobrym stanem mentalnym. Ale dlaczego? 

Pomysłów, jak to zwykle w psychologii, nie brakuje. Jednym z często przytaczanych powodów jest, powszechnie znana, ogromna rola więzi społecznych wbudowaniu szczęścia i zdrowia psychicznego – sport zapewnia fanom wspaniałą okazję do budowania nie tylko poczucia wspólnoty z innymi ludźmi, ale też silnych,opartych na wspólnej pasji, sieci wsparcia. Mechanizm ten najlepiej chyba działa w przypadku lokalnych zespołów – łatwiej nam zbudować tego rodzaju relacje kibicując na miejscowym stadionie niż oglądając w telewizji mecze odległej Barcelony.

Nie ma jak identyfikacja z ulubieńcami, fot. J. Malinowska

W licznych badaniach, identyfikacja z drużyną sportową. wiąże się także z wyższą samooceną i niższymi wskaźnikami depresji.

W jaki sposób bycie kibicem wpływa na samoocenę?

Po pierwsze, poprzez wspomniane więzi społeczne – przynależność do grupy sprawia, że lepiej myślimy o sobie. Po drugie, eksperymenty psychologiczne wskazują, że jako kibice mamy tendencję do utożsamiania się z sukcesami naszych ulubionych sportowców – mówiąc prościej, “pławimy się w ich chwale”, a ich sukcesy są, po części, także naszymi sukcesami. Zwłaszcza łatwo to poczuć słuchając, podziękowań świeżo upieczonych mistrzów – praktycznie zawsze na liście zasłużonych pojawiają się kibice.

Zawsze miło słuchać podziękowań dla kibiców, fot. J. Malinowska

I może właśnie te wszystkie benefity wynikające z bycia fanem sportu decydują, że jest wielu kibiców, którzy przez długie lata są wiernie oddani swoim drużynom. W końcu to żadna tajemnica (zwłaszcza dla psychologów behawioralnych), że chętnie powtarzamy takie działania, który w przeszłości przyniosły nam jakąś formę nagrody.

Kibicujemy, bo „tacy już jesteśmy?”

Prowadzono niegdyś badania próbujące powiązać pewne cechy charakteru człowieka z identyfikacją w sporcie. Wykryte związki okazały się jednak bardzo słabe – cóż, nie spodziewano się jednak wyższych. Z własnego doświadczenia przecież wiemy, że wśród naszych przyjaciół-kibiców, spotykamy różne osoby.

Dlaczego stoimy w deszczu i kibicujemy?, fot. Dominik Formela

Znaleziono jednak pozytywne powiązania między identyfikacją z lokalnymi drużynami a otwartością na nowe doświadczenia, ekstrawersją oraz wymiarem samokontroli i zdolności do wyznaczania i osiągania celów. Co ciekawe, takich wyników nie uzyskano w przypadku identyfikacji z zespołami geograficznie bardziej odległymi – powodem tych różnic było, według badaczy, wspomniane już sieci wsparcia, lepiej rozwijające się w warunkach kibicowania „lokalnego”. To ze względu na nie, osoby otwarte, ekstrawertyczne, mają być nieco bardziej predysponowane do kibicowania lokalnym zespołom.

Kibice są… szczęśliwsi!

Badania potwierdzają, że zaangażowani kibice są szczęśliwsi po zwycięstwie swojej drużyny – chociaż stan ten jest raczej chwilowy. Naukowcy zidentyfikowali kilka potencjalnych przyczyn. Po pierwsze, poziom szczęścia wzrasta wraz z wykonywaniem czynności zaspokajających potrzebę hedonizmu (najczęściej związaną z przyjemnością i dobrą zabawą). Po drugie, poziom szczęścia jest wyższy także w przypadku czynności związanych z ważnymi elementami naszej tożsamości (dla fanów sportu kibicowanie jest z pewnością taką właśnie aktywnością). Po trzecie, na poziom szczęścia wpływają (znowu!) sieci społeczne.

Kibice są szczęśliwsi! fot. E. Knap

Oczywiście, nie bez znaczenia jest rezultat zawodów. Wyniki niektórych badań potwierdzają nawet, że jest to wpływ decydujący – poziom szczęścia zależy od poziomu zaangażowania w zawody, jednak tylko po uwzględnieniu wyniku. Nikogo z Was, praktyków w tej dziedzinie, ta sytuacja chyba nie zaskakuje: po porażce rzadko czujemy się szczęśliwsi z powodu naszego kibicowania.

Jednak, co ciekawe, badania sugerują, że silne zaangażowanie nie przekłada się na większy smutek po porażce: zarówno silnie, jak i słabo przywiązani do drużyny obserwatorzy odczuwali podobny poziom przygnębienia w wypadku przegranej.

Ale wróćmy do szczęścia. Wygląda na to, że nie mamy do czynienia z prostą zależnością: wygrana -> poczucie szczęścia. Schemat należałoby prawdopodobnie nakreślić w ten sposób: wygrana-> wzrost poziomu pozytywnej energii tzw. ‘witalności’ (ang. vitality) ->poczucie szczęścia.

W tym miejscu należy Wam się wyjaśnienie: energia w psychologii często jest opisywana jako zjawisko niejednorodne, posiadające różne wymiary. Właśnie takim wymiarem jest witalność, którą możemy określić jako wrażenie, że w danej chwili żyjemy pełnią życia, jesteśmy aktywni. Taką właśnie energię wzbudza w zaangażowanych kibicach wygrana ich zespołu i to właśnie ona, poprzez mechanizmy mózgowe, o których za chwilę, przekłada się na wzrost poczucia szczęścia. Osoby niezaangażowane w dany sport takiego przypływu energii nie odczuwają, a co za tym idzie, nie czują się szczęśliwsze.

O pomysłowości szczęśliwego kibica można by wiele mówić! fot. E. Knap

Co ciekawe, witalność skutkuje na przykład lepszą samokontrolą, czy, co może z pozoru wydawać się sprzeczne, większą pomysłowością.

Oczywiście, oprócz samego wyniku istnieje wiele elementów, które mogą mieć wpływ na poziom energii odczuwany przez kibiców po zwycięstwie. Takim aspektem może być… entuzjazm komentatorów.

Mówiliśmy jednak o tak zwanym sytuacyjnym pomiarze szczęścia, czyli chwilowym odczuciu tuż po zawodach. Czy możliwe, że kibice są bardziej zadowoleni ze swojego życia także w bardziej ogólnym sensie? Wygląda na to, że tak!

Kibice zadowoleni ze swojego życia, fot. A. Kowalska

Badania przeprowadzone na grupie prawie tysiąca fanów (i nie-fanów) sportu ze Stanów Zjednoczonych i Australii wykazały (uwaga: znów na zasadzie korelacji!), że osoby częściej uczestniczące w wydarzeniach sportowych w roli kibica, z większym prawdopodobieństwem odczuwają silną satysfakcję z życia.

Dokładniejsze analizy sugerują nawet, że satysfakcja u fanów sportu rośnie wraz z liczbą zawodów oglądanych „na żywo”, a nie przed ekranem telewizora. Wyjaśnieniem jest emocjonalne wsparcie, jakie odczuwamy w grupie innych fanów – im go więcej, tym lepiej dla naszej psychiki.

Wniosek jest jeden: wszyscy na skocznię, migiem! (najlepiej z naszym Fanklubem – przyrzekam, zapewniamy wspaniałe wsparcie emocjonalne). 😉

Migiem na skocznię! fot. E. Knap

Wszystko dzieje się w mózgu!

Naukowcom zidentyfikowali bardzo konkretne substancje, które, wydzielając się w mózgu, powodują wszystkie opisane wyżej reakcje.

Wygrana naszej ulubionej drużyny powoduje wzrost poziomu testosteronu – po zwycięstwie przyjmujemy więc postawę dominującą, czujemy się silni – między innymi z tego wynikają też pomeczowe bójki i zamieszki.

U wielu kibiców wygrana powoduje także wzrost poziomu dopaminy – substancji odpowiedzialnej za mózgowe układy przyjemności i nagrody. Często mówi się, że organizm ma tendencję do powtarzania zachowań, które przyniosły (poprzez dopaminę właśnie) aktywację ośrodka nagrody – czujemy się wtedy przyjemnie, co skłania nas do powtarzania danego zachowania – na przykład kibicowania.

W trakcie oglądania zawodów sportowych, tak jak w każdej innej sytuacji rywalizacji, wzrasta też poziom innych hormonów – adrenaliny, kortyzolu (hormonu stresu), oksytocyny (związanej przede wszystkim z relacjami społecznymi).

Sama radość! fot. E. Knap

Poza tym, uruchamiają się tak zwane „neurony lustrzane”. Są to komórki w mózgu odpowiedzialne za rozumienie zachowań ludzi – “włączają się” one, gdy sami wykonujemy pewną czynność, lub gdy…obserwujemy jej wykonanie przez kogoś innego! Stąd też ich nazwa.

Wielu naukowców uważa, że to właśnie dzięki nim jesteśmy w stanie szybko rozpoznać intencje innych osób, ich emocje i mowę ciała. Co z tym idzie, neurony lustrzane są podstawą zjawisk takich jak empatia i współczucie.

A w sporcie? Neurony lustrzane mogą sprawiać, że utożsamiamy się z wydarzeniami z boiska czy skoczni: będziemy czuli się tak, jakbyśmy sami wykonali decydującą akcję i, przede wszystkim, poczujemy te same emocje, co zawodnicy: będziemy czuć się dokładnie tak, jak gdybyśmy sami właśnie zdobyli olimpijski laur.

Na skoczni w Wiśle Malince, fot. J. Malinowska

Nie tylko jasne barwy

Oczywiście, nie może obejść się bez łyżki dziegciu w tej beczce miodu.Każda silna pasja i przywiązanie, w tym sport, może stać się obsesją i substytutem innych aspektów życia, a nawet odwracać uwagę od poważnych problemów, z którymi boimy się zmierzyć, więc uciekamy w kibicowanie. Nie można także zapominać o wspomnianym już powiązaniu sportowych zwycięstw z agresją. A zatem: bądźmy rozważni 😉

Kibicujmy na zdrowie (ale z głową!) oraz, czego nam wszystkim życzę na nowy sezon, z wieloma sukcesami!

Stęsknionym i zachwyconym powrotem cyklu (może ktoś z Was cieszy się tak bardzo, jak ja 😀 ) zdradzę, że opracowujemy kolejne ciekawe tematy: będzie co nieco o (wyczekiwanej!) psychologii sportu dzieci oraz o tym, czy to prawda, że najlepiej gra/skacze się u siebie.

A zatem do następnego razu!

Tradycyjnie, dla ciekawskich, namiary na źródła:

Inoue, Y., Sato, M., Filo, K., Du, J., Funk, D.C. (2017). Sport Spectatorship and Life Satisfaction: A Multicountry Investigation. Journal of Sport Management, 31, 419-432.

Jang, W., Ko, Y.J, Wann, D.L., Kim, D. (2017). Does Spectatorship Increase Happiness? The Energy Perspective. Journal of Sport Management, 31, 333-344.

Wann, D.L., Dunham, M.D., Bryd, M.L., Keenan, B.L. TheFive-Facto Model of Personality and The Psychological Health of HighlyIdentified Sport Fans. Psychological Health

I, jeżeli nie jesteście fanatykami czytania naukowych czasopism, coś w lżejszej formie (jest nawet materiał wideo!): https://mic.com/articles/104224/science-reveals-why-we-re-obsessed-with-watching-sports#.JpcOXO2Cy

Leave a Reply