Każdy z nas na coś czeka. Czasami jest to oczekiwanie na banalne wydarzenia, na urodziny, na imprezę, wakacje, urlop. I faktycznie, ciężko odnaleźć zagubioną gdzieś przy nawale obowiązków dziecięcą radość wynikającą z tego, że właśnie za moment, za momencik nastąpi ta upragniona chwila. Chwila, która sprawi nam tyle radości i satysfakcji, że nawet nie jesteśmy w stanie jej sobie wyobrazić.

Gdy w maju 2017 roku FIS podjął decyzję, że inauguracja sezonu 2017/2018 odbędzie się w Polsce, od razu wiedziałam, że nieważne, co będzie się działo, koniecznie muszę się tam znaleźć. Całkowicie zapomniałam, że dopiero co skończył się poprzedni sezon, a do kolejnego zostało jeszcze całe sześć miesięcy, długie sześć miesięcy odliczania i oczekiwana. Ważne było tylko jedno – Wisła. Ta świadomość stała się dla mnie wtedy zbawieniem, mimo że każdy kolejny miesiąc dłużył się coraz bardziej, każdy tydzień ciągnął się w nieskończoność, a każdy weekend bez skoków wydawał się bezsensowny. Ale udało się, udało mi się przetrwać ten długi czas oczekiwania na 17. i 18. listopada.

Z początkiem miesiąca nawet ponura jesienna pogoda  nie wprawiła mnie w negatywny nastrój. Zaczęło się ostatnie odliczanie, cogodzinne sprawdzanie prognozy pogody na  przedostatni weekend miesiąca oraz śledzenie procesu naśnieżania skoczni. Już wtedy nic się nie liczyło, żadne obowiązki domowe nie miały znaczenia, ponieważ jedną nogą byłam w Wiśle.

W końcu nadeszła ta chwila!

W jednym wielkim chaosie spakowałam walizkę, wzięłam bilety, włożyłam fanklubową bluzę i ruszyłam. Za każdym razem wyjazd na skoki przezywam dokładnie w taki sam sposób: do ostatniego momentu nie wierze, że to naprawdę się dzieje. Radość, nadzieja, ciekawość wszystkie te emocje tak na mnie wpływają, że momentalnie przenoszę się do innej rzeczywistości. A ten wyjazd miał dla mnie ogromne znaczenie nie tylko ze względu na inaugurację, nie tylko ze względu na pierwsze skoki sezonu, ale też dlatego, że to miało być moje pierwsze wspólne kibicowanie z Fanklubem. Pierwszy raz miałam zjednoczyć siły i mocno dmuchać Dawidowi pod narty z większą ekipą naszego teamu! 🙂

Fanklub pod skocznią, fot. Ewa Knap

Po prawie dziesięciu godzinach podróży dotarłam do Wisły. Od samego początku w powietrzu unosił się zapach pierwszych w sezonie skoków. Miasto zamieniło się w biało-czerwoną stolicę skoków narciarskich. Kibice od samego rana chodzili ubrani w narodowe barwy. Ulice prowadzące do skoczni im. Małysza były zatłoczone i pełne rozweselonych ludzi. My – zwarte i gotowe – również udałyśmy się na skocznię. Nikt absolutnie nie zdawał sobie sprawy, że na piątkowych kwalifikacjach zjawi się aż tyle osób! Widok zapełnionych trybun wprawił nas w jeszcze większą skoczną euforię, a zaśnieżona skocznia wyglądała niesamowicie. Mimo listopadowego weekendu poczuć można było namiastkę zimy. Pierwszy weekend Pucharu Świata dopiero się zaczynał a my już na samym początku szalałyśmy ze szczęścia.

O godzinie 16.00 rozpoczął się oficjalny trening. Każdy z 74. zapisanych na liście startowej zawodników oddał dwa skoki. Wstęp do pierwszych kwalifikacji olimpijskiego sezonu okazał się bardzo obiecujący, zwłaszcza dla nas, członków Fanklubu. Po pierwszej serii treningowej najlepszym z polskich skoczków okazał się Dawid Kubacki! Oddał skok liczący 123 metry. To zmotywowało nas do jeszcze gorętszego kibicowania podczas kwalifikacji, w których wzięło udział aż dwunastu Polaków. Tym razem najlepszym z nich okazał się Kamil Stoch, który po skoku na 122. metr, zajął 5. Miejsce. Za nim ulokował się Stefan Hula, zajmując 7. miejsce (124 m.). Na 9. pozycji uplasował się Maciej Kot (120 m.). Dawid Kubacki skoczył 121 m., a to dało mu 13. miejsce. Do niedzielnego konkursu zakwalifikowali się również Jakub Wolny, który znalazł się na 25. pozycji oraz Piotr żyła na 26. Kwalifikacje wygrał Stefan Kraft, skacząc 126,5 m., a zaraz za nim znaleźli się Stephan Leyhe i Junshiro Kobayashi skacząc 126. Jak widać, nie tylko nasi skoczkowie zademonstrowali swoją dobrą formę i przygotowanie do nowego sezonu. Inne drużyny też pokazały swój ogromny potencjał.

Zakątek Fanklubów pod skocznią, fot. Magda Ciasnowska

Już w piątek nie dało się nie zauważyć naszego Fanklubu. Za każdym razem, gdy tylko Dawid pojawiał się na belce, głośno krzyczałyśmy, machając flagami i dmuchałyśmy mu pod narty. Po kwalifikacjach podszedł do nas i z uśmiechem na twarzy dopytywał, czy aby na pewno dmuchałyśmy pod jego narty. Przekrzykując się, potwierdziłyśmy oraz obiecałyśmy z jeszcze większą ekipą wspierać go i mocno trzymać kciuki w kolejnych dniach.

Po powrocie ze skoczni, mimo ogromnego zmęczenia podróżą, całego dnia na nogach i tylu emocji, nikt nawet nie pomyślał, żeby wypocząć. Wisła była jedną wielka strefą kibica, odgłos wspólnych spotkań i radość skoków niosły się po całym mieście. Do późnych godzin każdy rozmawiał tylko o kwalifikacjach, które były świetną zapowiedzią tego, co miało nastąpić później.

W sobotę o godzinie 15.00 ruszała seria treningowa, a godzinę później konkurs drużynowy. Miało wziąć w nim udział 12 drużyn, czyli 48 zawodników. Polskę reprezentował znany już wszystkim, stały team – Dawid, Kamil, Maciek i Piotrek.

Sama podróż autobusem na skocznię była już wielkim wydarzeniem. Dookoła słychać było dźwięk trąbek i śmiechy. Obcy ludzie jednoczyli się, śpiewając piosenki, wykrzykując kibicowskie przyśpiewki! Miałam wrażenie, że każda osoba, nawet najmniejsze dzieciaki z namalowanymi na policzkach flagami, wjeżdżały na skocznię z jaką misją. Miałam wrażenie, że nie tylko nasza wystawiona do konkursu czwórka tworzy dziś drużynę, ale my wszyscy. Kibice siedzący w autobusach i przed telewizorem. Każdy z nas dzisiaj oddawał skoki razem z chłopakami.

Towarzystwo fanklubowe, fot. Anna Felska

Mimo, iż warunki nie były najlepsze, w serii próbnej lider naszej drużyny skoczył 128,5 m, kolejnym z wybitnych skoków popisał się także Dawid Kubacki. W klasyfikacji drużynowej Polacy zajmowali 2. miejsce przed Niemcami. Norwegowie znaleźli się na trzeciej lokacie.

W pierwszej serii konkursu Dawid Kubacki powtórzył świetny skok. Wylądował na 125,5 m, najlepiej w swojej grupie i wyprowadził naszą drużynę na pierwszą pozycję w konkursie! Skocznia oszalała! A kiedy Dawid wylądował, zaczęłyśmy skakać z radości, przytulając się i przybijając sobie piątki. Tak, jak obiecałyśmy, nasze kibicowanie przyniosło dobry efekt. Należy wspomnieć też, że Polacy nie oddali prowadzenia do końca całej serii. Za nimi, na drugiej pozycji znalazła się drużyna Austrii, a na trzeciej Norwegowie.

Skok Dawida Kubackiego, fot. Magda Ciasnowska

Z początkiem drugiej serii emocje sięgały zenitu. Czy Dawid powtórzy skok, czy nasi utrzymają prowadzenie? Czy ktoś ich wyprzedzi?! Atmosfera z minuty na minutę stawała się coraz bardziej gorąca.

Po pierwszym skoku Piotrka, niestety, straciliśmy pozycję lidera i spadliśmy na trzecie miejsce, jednak kibice ani chwilę nie zwątpili i dalej dzielnie wspierali resztę teamu. Dawid skoczył 122,5 m., dzięki czemu poprawiliśmy się o jedną pozycję. Maciej uzyskał 126 m., a Kamil 127 m. Ostatecznie skok Johana Andre Forfanga, który wylądował na 129,5 m wyprowadził Norwegów na prowadzenie, którego nie oddali do samego końca. Na drugim miejscu znalazły się dwie drużyny z identyczną notą. Polacy oraz reprezentacja Austrii.

Trybuny zwariowały ze szczęścia! Chłopcy jeszcze długo po dekoracji słyszeli śpiewy i okrzyki kibiców, którzy przez cały czas wierzyli, że podium na pewno w jakimś stopniu będzie w naszych narodowych barwach. Dobra dyspozycja Polskich zawodników wprawiła wszystkich w znakomity humor oraz wzbudziła duże nadzieje przed konkursem indywidualnym.

Ten niedzielny i pierwszy w sezonie okazał się dla nas równie wyjątkowy. W pierwszej serii świetny skok oddał Dawid (125 m) i z Tilenem Bartolem znalazł się na czwartej pozycji. W pierwszej dziesiątce znaleźli się jeszcze Maciej, Kamil, Piotr oraz Stefan.

Fanklub napięciu czekał na drugą serię, serca biły nam szybciej. Nikt nie czuł, że zrobiło się strasznie zimno. Tak niewiele, bo zaledwie niecałe 3 punktu dzieliły Dawida od podium!

Ostatecznie po skokach całej trzydziestki, w pierwszej dziesiątce znalazło się 4 naszych zawodników. Kamil, który po skoku na 129,5 m., awansował na drugi stopień podium. Stefan Hula i Piotr Żyła  ex aequo na 7. pozycji i Dawid na 10.

Drugie miejsce Kamila Stocha, fot. Magda Ciasnowska

Początek sezonu można uznać za udany. Dwa drugie miejsca. Nasi zawodnicy potwierdzili swoją formę pięknymi, równymi, mocnymi skokami. I jak pisałam już wyżej, pokazali nam, że są jednym zespołem, silnym zespołem, do którego należymy my wszyscy, wspólnie żyjąc skokami. Polski team optymistycznie i spokojnie wprowadził nas w ten nowy, olimpijski sezon.

Bardzo się cieszę, że przez te trzy dni mogłam zapomnieć o codziennym życiu i spędzić je z przyjaciółmi, z którymi łączy mnie wspólna pasja. Podobnie jak ostatnio, poznałam wielu niesamowitych ludzi, którzy przekazali mi mnóstwo pozytywnej energii. Wspólne kibicowanie z Fanklubem, to kolejne przeżycie, które wrzucam do swojego worka doświadczeń i życiowych osiągnięć. Tym razem wracając z Wisły, ani trochę nie posmutniałam, ponieważ wiem, że czekają nas teraz niesamowite cztery miesiące. A właśnie na takie chwile warto jest czekać!

Leave a Reply