Antti Aalto to bezapelacyjny lider fińskiej drużyny skoczków narciarskich. 24-latek jako jedyny w przechodzącej kryzys reprezentacji Suomi regularnie punktuje w zawodach Pucharu Świata. O kontuzji, która opóźniła jego start w sezon, planach na przyszłość i o tym, jak to jest być skoczkiem narciarskim w Finlandii, rozmawialiśmy z Anttim Aalto w trakcie weekendu na Kulm.

Aalto debiutował w Pucharze Świata w sezonie 2015/2016 roku, zajmując 48. miejsce w Sapporo. Kolejnej zimy kilkukrotnie wystąpił w zawodach, nie zdobył jednak pucharowych punktów. Kibice mogą pamiętać jego występ na Mistrzostwach Świata w Lahti, kiedy niespodziewanie wygrał kwalifikacje do konkursu na dużej skoczni. Zawody ukończył wtedy na 31. miejscu, ale jego świetny wynik kwalifikacyjny wspominano już końca sezonu.

Planica 2018, fot. Joanna Malinowska

Na pierwsze punkty Pucharu Świata Fin musiał jednak poczekać do następnej zimy – w sezonie 2017/2018 czterokrotnie plasował się w trzeciej dziesiątce zawodów. Po raz pierwszy, już w otwierającym sezon konkursie w Wiśle, gdzie był 28., a tydzień później w Ruce osiągnął najlepszy wynik zimy, kończąc zawody na 26. miejscu. W finałowej serii pojawił się jeszcze w Engelbergu i Willingen. Zgromadzone w sezonie 13 punktów dało mu ostatecznie 54. pozycję w klasyfikacji generalnej PŚ.

Kulm 2020, fot. Ewa Knap

Powiedzieć, że kolejna zima była dla Aalto przełomowa, to nic nie powiedzieć. Sezon 2018/2019 zakończył na 25. pozycji w klasyfikacji generalnej, z wynikiem 288 punktów. Tamtej zimy Aalto meldował się w serii finałowej większości konkursów, czterokrotnie plasując się w czołowej „10” zawodów – najwyższe, 6. miejsce zajął w Niżnym Tagile.

Titisee-Neustadt 2020, fot. Joanna Malinowska

Po tak udanym sezonie, kibice reprezentacji Finlandii mogli spodziewać się równie dobrych, lub nawet lepszych rezultatów tej zimy. Niestety, na kilka tygodni przez startem sezonu Aalto nabawił się kontuzji kostki, która wykluczyła go z występu w otwierających rywalizację zmaganiach w Wiśle. Choć powrócił do Pucharu Świata w Ruce, jego wyniki nie przypominały tych z poprzedniego sezonu – wystarczy powiedzieć, że rok wcześniej, do końca Turnieju Czterech Skoczni, Fin zgromadził 160 pucharowych punktów, a bieżącej zimy, w tym samym okresie, było to 15 punktów wywalczone w Klingenthal i Innsbrucku.

Engelberg 2019, fot. Joanna Malinowska

Po zakończeniu Turnieju Aalto został w Bischofshofen, żeby trenować i nie wystąpił w pucharowych zawodach we włoskim Predazzo. Treningi odniosły zamierzony skutek i po powrocie do rywalizacji w Titisee-Neustadt Fin wywalczył najlepsze w sezonie 21. miejsce. Od tamtej pory regularnie punktował, zajmując miejsca w trzeciej dziesiątce.

Kolejna znaczna poprawa miała miejsce podczas weekendu lotów narciarskich w Kulm. W sobotnim konkursie Aalto wyrównał swój najlepszy wynik w karierze, plasując się na 6. pozycji. W finałowej serii zawodów ustanowił też nowy rekord życiowy w długości skoku, lądując na 225,5 metrze.  Niedzielne jednoseryjne zawody ukończył na 11. miejscu.

Kulm 2020, fot. Ewa Knap

Z liderem fińskiej kadry rozmawialiśmy po zakończeniu najlepszego dla niego (jak do tej pory) weekendu w sezonie.

– Za tobą świetny weekend. Czy fakt, że były to zawody w lotach ma na to szczególny wpływ? A może skocznia Kulm  szczególnie ci odpowiada?

Loty narciarskie są wyjątkowe. Zawsze bardzo się cieszę, kiedy mam okazję wystąpić w konkursie na skoczni mamuciej. Na Kulm nigdy wcześniej nie skakałem. W ten weekend byłem tu po raz pierwszy i świetnie mi się tu latało. To bardzo przyjemna skocznia. Weekend był rzeczywiście udany, można było zobaczyć wiele wspaniałych skoków – mnie poszło bardzo dobrze, ale wielu innych zawodników też osiągnęło świetne wyniki.

Kulm 2020, fot. Ewa Knap

– Na początku zimy plany pokrzyżowała ci drobna kontuzja – czy trudno było rozpocząć sezon z takim nieplanowanym opóźnieniem?

Na początku rzeczywiście nie było łatwo wrócić. Była to przykra sytuacja i źle się czułem, opuszczając treningi i zawody. Na szczęście teraz jest już lepiej i kostka nie dokucza mi tak bardzo.

– Jak to jest być skoczkiem narciarskim w Finlandii, gdzie nie jest to bardzo popularny sport? Czy musisz w związku z tym liczyć się ze szczególnymi trudnościami?

To zależy. Ważne są różne czynniki, ale przede wszystkim wsparcie sponsorów. Jeżeli uda się pozyskać z ich strony niezbędną pomoc, to można spokojnie skakać i wszystko działa w porządku. Ale jeżeli są z tym problemy i nie udaje się znaleźć odpowiedniego sponsora, a tym samym pozyskać wystarczających funduszy, to często zaczynają się kłopoty.

– Dlaczego wybrałeś skoki narciarskie? Skąd pomysł na właśnie tę dyscyplinę, a nie na przykład bardziej popularne wśród Finów narciarstwo biegowe czy hokej?

To przede wszystkim przez możliwość latania. Skoki są pod tym względem niepowtarzalne, dają szansę wzbić się w niebo i przez chwilę lecieć w powietrzu. Uwielbiam to uczucie. Żaden inny sport nie zapewnia takich doznań, dlatego zdecydowałem się właśnie na karierę skoczka narciarskiego. To wyjątkowa dyscyplina.

Kulm 2020, fot. Ewa Knap

– Na koniec wybiegnijmy w przyszłość – czego życzyłbyś sobie i swojemu zespołowi w nadchodzących miesiącach i latach?

Mam nadzieję, że będziemy coraz lepsi. Chciałbym, żebyśmy wciąż robili małe kroki w dobrą stronę i posuwali się do przodu – zarówno w tym sezonie, jak i w kolejnych latach. Mam tu na myśli wyniki indywidualne każdego z nas, ale przede wszystkim konkursy drużynowe. Bardzo chciałbym, żebyśmy skakali w nich coraz lepiej, jako zespół, i włączyli się do walki o coraz lepsze lokaty. To dla mnie w tej chwili najważniejsze.  

– Bardzo dziękuję za rozmowę!

Willingen 2019, fot. Joanna Malinowska

Leave a Reply